RSS
 

Notki z tagiem ‘tanita’

5 lat młodsza, a ani kilo chudsza!

03 gru

Nie wiem czy ktoś pamięta jak zaczynałam, tzn. kiedy założyłam bloga i jaka idea mu przyświecała: kolejna dieta cud! A po kolejnej diecie cud porażki, załamania, powrót do starych i złych nawyków. Fast-foody, obżarstwo, alkohol, lenistwo. I tak w kółko, jak na wykresie sinusoidy. To było głupie, bo choć wszyscy mówią że 80% sukcesu to dieta, a 20% to treningi, to w rzeczywistości łapałam się rozwiązań które były trudne do wprowadzenia na stałe. Kiedyś Dukan, potem jakieś inne dziwne diety w promocji za 39,99 zł na miesiąc. Najbliższa temu jak wygląda moja żywienie dziś jest chyba w dalszym ciągu Metoda Równowagi, nawet swego czasu prowadziłam test który miał zweryfikować ile kcal jest w tych porcjach Zdrowego Extra itd. Wychodziło mi wg tych posiłków które spożywałam że jakieś 1700 kcal dziennie przy zamianie Małego co Nieco na Zdrowe Extra. Ale i tak, po dziś dzień jak ktoś mnie pyta czemu sypię tyle tego chilli odpowiadam: „profilaktycznie, jakby jednak 3D chilli działało” – choć oczywiście po prostu lubię ostre, pikantne potrawy. W sumie jakbym miała się urodzić w jakimś innym kraju i miałby to być kraj który byłby mi bliski ze względu na kuchnię to wylądowałabym chyba na Węgrzech :) – wyobrażacie sobie jakby brzmiały moje wpisy czytane na głos po węgiersku? Egeszmegesz kurczaki! :D Ew. byłyby to Włochy lub Meksyk :) (w Meksyku mogłabym być gruba z wielką dupą i ogromem cellulitu, a i tak bym się podobała facetom :P) Teraz skupiam się przede wszystkim na liczeniu kalorii, a właściwie uznałam że mniej więcej wiem ile to kalorii i nie liczę z lenistwa. Szukając pomysłu na słone przekąski, które będą „dietetyczne” zagadałam jedną z Fitnesek o kilka spraw, aż doszłyśmy do wątku: a ile Ty dziewczę żresz? Zmotywowałam się i wczoraj zliczyłam wszystkie kalorie i zweryfikowałam ile żrę. 1400 kcal około. Fitneska od razu uznała, że za mało. Że powinnam jeść by chudnąć i wcale nie dziwią ją moje wahania wagi. Przeglądając randomowe kalkulatory zapotrzebowania kalorycznego te polskie i zagraniczne, wyszło mi że moje zapotrzebowanie przy regularnym wysiłku fizycznym, siłowym bez kardio i zadyszek i generalnie bez ćwiczeń tlenowych, to jakieś 1900-2000 kcal. No i okey. Takie mam zapotrzebowanie, jakbym tyle jadła, to bym spalała tłuszcz, zamieniając go w mięśnie, ale powoli i pod warunkiem że trwałoby to dzień w dzień nieprzerwanie. Ale wystarczy otworzyć dowolny artykuł, stronę itd. o tym jak powinna wyglądać dieta redukcyjna i pisze wprost że od zapotrzebowania kalorycznego, na redukcji należy odjąć od 200-500 kcal. Biorcą pod uwagę, że ja bardzo często nadrabiam braki kaloryczne w weekend to odjęcie 500 jest jak najbardziej wskazane. Zresztą była zdziwiona czy mam ja siłę na trening? Pewnie że mam. Generalnie nie jem węglowodanów, a mimo to nie czuję się słaba ani zmęczona podczas treningów, a trenuję poniedziałek, wtorek, czwartek i sobotę. Więc sporo. Poniżej tego 1400 chyba już schodzić nie będę. Ale chcę zmienić orzechy i kabanosy, które wypełniały mi przerwę pomiędzy poranna kawą, w pracy a obiadem, na coś bardziej dietetycznego. Rozważam jakieś pasty może z jajka, ryby etc. + trochę warzyw i ze dwie kromeczki chrupkiego pieczywa. Mimo wszystko kalorie z orzechów i tłustych kabanosów to trochę za dużo jak dla osoby, która pracuje nie tylko nad samą sylwetką, ale jednocześnie chciałaby zrzucić nie mało kilogramów.

Dziś na siłowni nie wytrzymałam z ciekawości i zdecydowałam się kolejny raz spróbować sił z Tanitą – czyli tą wstrętną wagą, która prawdę Ci powie o wszystkim. Pomiar bardzo mnie zdziwił. Przede wszystkim pokazała mi kilogram więcej niż rano, ale co najgorsze pokazała dokładnie taką samą wagę jaką miałam 19 września gdy robiłam ten pomiar poprzednio! Trochę się zdziwiłam. Przecież 14 cm w pasie mniej musi się przekładać na chociaż kilogram w dół! A tu nic, zupełnie nic… Dodam, że wczoraj zmieściłam się w stare jeansy które kupiłam dwa lata temu gdy schudłam również ćwicząc na siłowni i jedząc. Gdy je kupowałam, ważyłam jakieś 4kg mnie niż obecnie. Super cudowne slim rurki z Diversa. Wchodzę w nie dziś! Są mocno dopasowane przez co trochę brzuch mi odstaje, ale cała reszta: tyłek i uda wyglądają super! Więc o co chodzi?

To już zaczyna być obsesją. Centymetr krawiecki na pewno się naciągnął, waga źle waży. Wchodzę na nią codziennie i codziennie nie wiem co myśleć o tym co na niej widzę. Jem, liczę, świruję. Za dużo jem? Za mało? To ile? Dlaczego cyferki na wadze się nie zmieniają? Czy to wina wagi? Mnie? Albo rosną mięśnie? Aż tyle?! Nie, to nie możliwe.

Co mówi Tanita?

waga: 70,3 kg
% tłuszczu:
32,8 – we wrześniu było 35,6 więc: 2,8% mniej!
kg tłuszczu: 23,1 – we wrześniu 25,0 więc: 1,9 kg mniej!
kg mięśni: 44,8 – we wrześniu 43,0 więc: 1,8 kg więcej!
kg wody: 33,5 – we wrześniu 32,1 więc: 1,4 kg więcej!
zapotrzebowanie: 1446 kcal
wiek metaboliczny: 39 lat – we wrześniu 44 więc: 5 lat mniej!

Gdyby poziom wody w organizmie był taki sam jak przy wrześniowym pomiarze, waga powinna pokazać 68,9 kg – co daje łącznie 5,8 kg mniej od wakacji. Ale czy można to tak interpretować? Wiadomo, różna faza cyklu miesiączkowego, różne stężenie hormonów więc wody więcej i waga wyższa. Pocieszam się bo te 68,9 byłoby już ładnym wynikiem.

Moje obsesje są oczywiście teoretycznie. Widzę co się dzieje, świruję, ważę, mierzę, szukam informacji i próbuję coś zmieniać, ale zawsze znajdzie się pokusa której nie odmówię. Teraz wybywamy na weekend do Krakowa. Wreszcie chwila relaksu, sobota bez siłowni. Odpoczynek. Muszę zregenerować siły. Szkoda, że ćwiczenia kardio są takie nużące. Przecież ja nawet jak rozmyślam w swojej głowie to się nudzę już po dziesięciu minutach marszu na bieżni z odpowiednim dla mojego wieku tętnem. Bleeeh…

Aaaa i dziś pobiłam swój rekord: 30 kg wycisnęłam na klatę! :*

Buziaki!

 

Tanita – taka tania dziwka.

19 wrz

I bynajmniej nie o burdelu będzie dzisiaj, a o piekielnym rozczarowaniu. Dziś na siłownię pojechaliśmy w południe, umówieni ze znajomym który również się na nią zapisał. Chcieliśmy mu pokazać jak ćwiczymy i dlaczego nie robimy tylko kardio. Ponieważ znajomi mają pewną domenę – spóźnialistwo (każdy z nas ma przynajmniej kilku takich) to w oczekiwaniu na jego przybycie postanowiłam się zważyć. Na Tanicie ważyłam się też w listopadzie gdy po raz pierwszy poszłam na tę siłownię. Czyli niecały rok temu. Rok wielkich wzlotów, płonnych nadziei i bolesnych upadków. Ale jak wiecie od lipca trenujemy ostro, kilka razy w tygodniu, bez marudzenia i płaczu. Wiadomo, były imprezy, były wakacje ale moja waga spadła, jestem silniejsza, robię ćwiczenia jakich wcześniej nie byłam w stanie. Już nawet opanowałam hantle i nie latają mi każdy w inną stronę gdy robię jakieś ćwiczenie. Jakież było moje rozczarowanie gdy wydruk z Tanity wyszedł gorszy od tego listopadowego!

Waga 70,3 kg (w tym 0,5 kg to ciuchy) – trochę za wysoka względem tego co pokazała moja domowa waga, ale kto wie – może po śniadaniu tak mnie przeciążyło. Ale dalsze zapiski były jeszcze smutniejsze, od wieku metabolicznego, po masę mięśniową. Wszystko gorsze od poprzedniego wyniku. Jak to jest możliwe? No więc trochę się wkurzyłam. Zła jestem na siebie bo niepotrzebnie na tą wagę wchodziłam tak między Bogiem, a prawdą. Nie był mi ten pomiar potrzebny do niczego. Jeszcze nie teraz. Chciałam dopiero w grudniu, właściwie na koniec roku. Te wagi są po prostu beznadziejne. One to jakoś procentowo liczą, albo jakiś stosunek do wieku. Bo w końcu siłą rzeczy jestem rok starsza niż byłam w listopadzie 2014 r.

Ale trening i tak był dobry. Robiliśmy klatę, więc dumna z siebie wyciskałam sztangę z talerzami 1,25 i robiłam to bez zająknięcia. Ale trenerka i tak zasugerowała, że powinnam robić 40 minut kardio po każdym treningu. Kurde, znów tyle czasu? Jeśli ćwiczymy półtorej godziny, a ja mam jeszcze zrobić 40 minut kardio potem? No nic, będę próbować. Musi się dać, muszę wyjść ze swojej strefy komfortu.

Trzymajcie kciuki! :*

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Codziennik, Marudzenie, O mnie, Sport