RSS
 

Notki z tagiem ‘sukces’

No i po weekendzie :)

09 lut

Witajcie! To był mega intensywny weekend, udany wyjazd i świetna impreza w Bratysławie. Ale zacznę od początku: w piątek zaczęłam kichać, nie czułam się dobrze, a nie chciałam ryzykować, że będę zasmarkana na wyjeździe. Musiałam odpuścić siłownię, zaaplikowałam sobie końską dawkę witaminy C, rutinoscorbinu i polopiryny. Wygrzałam się w łóżku oglądając serial i w sobotę wstałam jak nowo narodzona. Weszłam na wagę (bo w końcu w pt nie byłam na siłowni więc nie miałam możliwości zweryfikować mojej wagi na koniec I etapu) i… moje oczy aż zabłyszczały z radości. 71,5 kg! Czyli 4,4 kg mniej niż 7 stycznia. A przecież grzeszyłam… To działa! :) Oznaczało to dla mnie tyle, że zrobiłam więcej niż zakładałam – miałam 1,5 kg zapasu. Dziś po weekendzie pełnym alkoholu i fast foodów zważyłam się: 73 kg. Czyli dokładnie tyle ile miałam osiągnąć w tym etapie, czyli… jestem na zero z tym grzeszeniem. Zresztą pewnie jutro trochę będzie mniej wagi, bo woda poalkoholowa zacznie wychodzić. :)

Ale uwierzcie mi – to mi dało tyle pozytywnego humoru, tyle szczęścia i wiary w siebie, że po raz pierwszy od dawien dawna nie bałam się wyjść do ludzi, a w klubie na parkiecie poznałam kilka ciekawych osób i… po paru drinkach to nawet nie miałam oporów by z nimi konwersować in inglisz.

A nagrzeszyłam mocno, bo… w sob. śniadanie zjadłam w domu, było jeszcze zgodne z dietą. Ale na trasie, w Czechach w McDonaldzie wepchnęłam w siebie dwa cheesy. Gdy dojechaliśmy do Bratysławy zjadłam smażony syr z frytkami i tatarską omaćką – oczywiście wszystko z głębokiego oleju i popite dwoma piwami radler. Potem kolejne piwo. Potem szampany i do tego zrobiliśmy sami knedliki i wieprzowinę w sosie gulaszowym (mieliśmy super wyposażoną kuchnię w apartamencie w hostelu). No a potem drinki z red bullem, klub, piwa… W niedzielę rano myślałam, że umrę. Wróciliśmy z klubu po 6 rano, o 10 trzeba było się wymeldować. Koszmar… dojechaliśmy do Czech do McDonalda – McWrap grilowany kurczak. W domu nieślubny znajomy zrobił na moje specjalne życzenie tzw. „zakurwiozę” czyli co na co zawsze mam smaka gdy trawi mnie kac: makaron z sosem serowym na śmietance i mieloną wołowiną. Zjadłam aż dwie porcje.

Ale dziś oczywiście wracam do trybu sprzed wyjazdu. Wszystko grzecznie, zgodnie z dietą.

No i… to ja mam dla Wa zdjęcie. Swoje. Taki mam dobry humor… poza tym jestem ciekawa jak wyglądacie, w końcu wtedy będziecie bardziej materialne niż tylko słowa na waszym blogu. Ja zacznę, może się przełamiecie. Pamiętam, że Madzia chyba wrzucała zdjęcia, ale zamazywała buzię.

1503362_820082138037699_7018353837820025950_n

Pozdrawiam! :)

P.S. Kolejny etap  65 kg na ostatniego kwietnia, myślę, że jest bardzo bardzo realny!

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Codziennik

 

Z doskoku i na szybko

03 lut

Dawno nie pisałam, ale mam małe urwanie głowy ze wszystkimi sprawami – i osobistymi i służbowymi. Za mało czasu na cokolwiek :) Żebyście się nie martwiły, że zwątpiłam lub przegrałam – szybki wpis, dosłownie dwa zdania.

W każdym razie MRM dużo mi daje, dziś moja waga pokazała 72,2 kg czyli o 3,7 kg mniej niż 6 stycznia. Wiecie co to znaczy?! Że udało mi się osiągnąć więcej niż założyłam na swój pierwszy etap i to mimo pewnych grzeszków. A wcale ich mało nie było :) Powoli zacieram ręce, w sobotę impreza w Bratysławie, wszystko dopięte na ostatni guzik. Nie mogę się doczekać!

Aaaa… oczywiście chciałam się zmierzyć i zmierzyłam, ale porównałam to z wcześniejszymi pomiarami gdy byłam grubsza i generalnie… ja coś chyba mierzę źle. Korzystałyście z jakiejś stronki/poradnika, gdzie co mierzyć i na jakiej wysokości?

Dziś na fejsbuku w jednej z reklam Butik wrzucił cudowną bluzkę: biało czarną z motywem głowy kota! Tak się zakochałam, że zamówiłam na już, na szybko żeby była na imprezę w Bratysławie. Już mam ten look w swej wyobraźni. Czarne lateksowe leginsy + ta koszulka i wysokie buty, do tego koci makijaż i cały klub mój – nawet jeśli dalej jestem gruba :P Tylko nie wiedziałam jaki rozmiar zamówić. Zamówiłam dwa…

No nic, tyle ode mnie przepraszam za milczenie :*

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Codziennik

 

Szczypta pozytywnych wieści!

27 sty

Wszystkie mamy ten sam problem: o czym tu pisać żeby nie pisać ciągle o jedzeniu i ćwiczeniach. Codzienność dla wielu z nas jest tak zagmatwana, że nie ma czasu by opisywać wszystko dokładnie.

Dlatego dziś będzie krótko, ale na temat – moja waga dziś pokazała 73 kg. Czyli dokładnie tyle ile chciałam osiągnąć na 7 lutego, dokładnie 2,9 kg mniej od kiedy zaczęłam. A zaczęłam 7 stycznia, ale po tygodniu wróciłam do wagi z tego dnia, bo była rodzinna impreza po której długo nie umiałam wrócić na właściwy tor. Żeby nie było: bardzo często przekraczam normę o 1 czy 2 porcje Zdrowe Extra/Małe co nieco – np. wtedy jak zjadłam pizzę i zapiłam ją 3 piwami. Ale są efekty. Od 14 stycznia do dziś, czyli 2 tyg – 3 kg. Miło się człowiekowi na duchu robi gdy widzi takie efekty.

Spodnie które całkiem niedawno sobie kupiłam, lecą mi troszkę z pupy.  W lustrze jeszcze tak mocno tych zmian nie widzę, ale czuję się lepiej. Zwłaszcza rano. Jest super… gdyby udało mi się do 7 lutego wyrównać wagę do 70 kg to pojadę do Bratislavy szczęśliwsza, chudsza o 6 kg i z podwójnie zrealizowanym pierwszym, małym celem który założyłam.

Sama Metoda Równowagi wychodzi mi już naprawdę nieźle, szybko i bez szukania godzinami przepisu by coś zjeść i żeby nie jest znów tego samego. Nawet specjalnie nie przyglądam się wieprzowinie czy jest kompletnie chuda, albo kabanosom. A jak ostatnio nabrałam ochoty na chipsy, pierwszy raz od dwóch tyg. To zjadłam całą paczkę z Lidla (160 gram) i nic się nie stało… :)

Jestem bardzo dobrej myśli, tylko mógłby ten czas szybciej płynąć. W tym tempie na majówkę będę śliczna, ładna i… zasypię Was fotkami ze Słowenii i Wenecji! ;)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Codziennik