RSS
 

Notki z tagiem ‘gotowanie’

Co ma ze sobą wspólnego: rozgrzewka, gotowanie i Islam?

22 wrz

Odpowiedź jest prosta: nic. Ale chciałabym napisać o wszystkim, nie wiem od czego zacząć ani nie chciałabym wstawiać 3 notek jednego dnia. Tak więc krótko o rozgrzewce, bo sprawa nawiązuje do mojego marudzenia sportowego i wcześniejszej notki „Zwolnienie z WF-u” – chodzi o to, że nie mam pojęcia jak się człowiek powinien rozciągać przed właściwym treningiem. Zaczynamy zwykle od orbitka, daję czadu przez tych kilka minut. Jest mi gorąco, ale luby mówi: rozgrzej się (w domyśle rozciągnij mięśnie). Przede wszystkim rzadko widuję, by ktoś robił jakieś dziwne wygibasy, a poza tym jak? Bo ja nie wiem. W szkole rozgrzewka to było bieganie wokół sali z ewentualnym machaniem rękami. Dlatego trochę bagatelizowałam sprawę, ale wczoraj robiliśmy trening we czwórkę, taki ala cross fit na nogi. Wskoki na skrzynię, rzut piłką z przysiadu i dodatkowo wykroki z obciążeniem. Podczas pierwszej serii wykroków coś mi się skurczyło w dolnej partii uda prawej nogi i później kolejne wykroki były bardzo bolesne. Czułam ciągły skurcz. Dziś już jest ok, ale trochę mnie to wystraszyło. Może jednak rozgrzewki nie należy bagatelizować? A wy? Rozciągacie mięśnie przed treningiem?

O gotowaniu będzie ze zdjęciami – czas się pochwalić efektami tej oszczędności czasu i pieniędzy. A zatem, w nd powtórzyliśmy zeszłotygodniowy wyczyn.

zdjecie3

Tak wyglądał nasz koszyk z zakupami. 250 zł – tyle wydaliśmy. Ale 20 zł kosztował żwirek dla kota (nie liczymy go jako żywność) oraz około 50 zł wydaliśmy na zakupy, które zawieźliśmy do teściów na obiad. Tak więc jakieś 180 zł na jedzenie na cały tydzień dla 2 osób. Proszę nie krytykować jajek – że takie zwykłe. Ale jakoś nie robi mi różnicy czy jem z wolnego wybiegu czy od kur hodowanych w klatkach. Kiedyś znajomy słusznie powiedział, że przecież jak taka kura chodzi po wolnym wybiegu w ciągu dnia, to jest bardziej narażona na niebezpieczeństwa zdrowotne wynikające z warunków atmosferycznych = na pewno ma więcej antybiotyków w karmie by nie chorowała. Tak więc kupuję najtańsze lub te w promocji.  W ramach ciekawostki zakupowej: jak myślicie ile waży cały łosoś? Okazuje się, że wcale nie 4-5 kg tak jak ja myślałam (co dawało 100 zł za rybę!) tylko niecałe 2 kg. Była promocja 18,99 za kg. Wzięliśmy więc takiego dzika-łososia i upiekliśmy u teściów – pychota! Wyszło porcji na jakieś 6 obiadów i to zakładając, że każdy zjadł naprawdę sporą porcję ryby. Także gotowym filetom z łosia mówię papa! :)

zdjecie2

Tak wyglądał początek przygody z gotowaniem. Było tego dużo, nie wszystko nawet wyciągnęliśmy do zdjęcia z lodówki.

A na koniec powstało takie cudo:

zdjecie1I dodatkowo cały garnek zupy meksykańskiej. Tej o której pisałam poprzednio. Tak nam zasmakowała, że teraz stanowi posiłek rozgrzewający w zimne wieczory :) Te małe pojemniki, w który znajdują się winogrona, borówki i żółty arbuz to są te pojemniki o których pisałam poprzednio. Niestety bardzo się rozczarowałam, w dotyku sprawiają wrażenie kiepskich jakościowo (choć żaden się jeszcze nie zepsuł), a rozmiarowo okazały się mniejsze znacznie niż to optycznie wyglądało w ofercie sklepu. Moja wina, ze sugerowałam się zdjęciem a nie narysowałam wymiarów. Także pojemniki nie nadają się na przechowywanie obiadów, i służą nam tylko do przekąsek i drugich śniadań. Co gotowaliśmy?

- roladki ze schabu z farszem z pieczarek, cebuli i zielonej papryki
- piersi z kurczaka w papirusach (zioła prowansalskie, suszone pomidory)
- piersi z kurczaka w złocistej przyprawie pokrojone w kostkę

A do tego: żółta fasolka szparagowa, brokuły i jarmuż – drugie nasze podejście do tego zielska. Nadal smakowo mi nie podchodzi, także będzie to raczej ostatnia próba i powrócimy do szpinaku. Ten prostokątny pojemnik z białym czymś to reszta łososia z tej całej ryby, która została po zjedzeniu obiadu wspólnie z teściami – nadal sporo :) no a reszta to pokrojone w paseczki warzywa, poukładane owoce itd. Także jedzenie na cały tydzień. Zdrowe, dietetyczne i naprawdę pyszne. Całość zajęła nam 2 godziny (włącznie z poukładaniem i sfotografowaniem) – także oszczędność czasu i pieniędzy ogromna.

I na koniec coś czym chciałabym się z Wami podzielić, ale ze względu na to, że mass media są już przesycone takimi informacjami to zrozumiem jeśli ktoś nie chce dalej czytać i zakończy na gotowaniu. Chciałam powiedzieć kilka rzeczy związanych z imigracją, uchodźcami i strachem jakiego doświadczanym. Ja też się boję. Zagrożenie może być całkiem realne biorąc pod uwagę, że Ci którzy już lata temu wyjechali do Europy – obecnie nie pracują, żyją na socjalu i nie przestrzegają obowiązującego prawa w danym kraju. Nie wyobrażam sobie, że zaleją Europę, że zaczną odbierać nam władzę nad własnym życiem. W Danii w jednym z miasteczek w Radzie zasiada większość muzułmańska. Na swoje święta wydali kupę $$$ z budżetu miasta, ale zadecydowali że Bożonarodzeniowej choinki w mieście nie będzie. Ja tak nie chcę… wiem, że Polska nie jest dla nich ekonomicznie atrakcyjna, ale jeśli zacznie się III Wojna Światowa to my także będziemy na linii ognia. Uważam, że kraje UE bardzo źle, bardzo niepoprawnie i bez przemyślenia podchodzą do tematu uchodźców. Licytują się kto ile i dlaczego przyjmie, oraz jakie wsparcie należy zagwarantować uchodźcom. Wszystko wokół $$$, a nikt nie patrzy i nie reaguje na to co się dzieje ze społeczeństwem  i na płaszczyźnie socjalnej, psychologicznej.  Internety szerzą nienawiść. Jest masa obrazków, filmików, masa zmyślonych informacji. Nie wiem czy dostrzegliście to już wcześniej, zwłaszcza Ci używający fejsbuka – zanim zaczęła się afera z uchodźcami, to po fejsie krążyły linki do wyglądających autentycznie artykułów, gdzie małą czcionką w dole stopki pisze, że portal xxx jest portalem przedstawiającym fejkowe, zmyślone, nieprawdziwe informacje. Nie wiem czemu to ma służyć, ale takie coś powstało. W przypadku nasilającej się agresji (wywołanej strachem – jest to zrozumiałe, najlepszą obroną jest atak) też powstaje wiele zmyślonych informacji, które krążą po internecie. Ja np. nie wierzę w tę całą anonimową wiadomość „polskiego muzułmanina” bo skąd on się taki wziął? Który Polak dobrowolnie przechodzi na Islam i uważa się za wierzącego? Skąd ma taką wiedzę o kulturze, wierze, obyczajach? To ściema napisana przez jakiegoś podżegacza. Oczywiście nie chodzi o to, że chcę ich bronić czy nawoływać do ogólnej pomocy. Uważam, że powinna być przeprowadzona pełna kontrola nad tym kto i z jakimi papierami dostaje się do poszczególnych krajów. Część z nich na pewno potrzebuje i zasługuje na pomoc, część pewnie chce wykorzystać sytuację dla wojny lub z pobudek ekonomicznych. Ale czy to oznacza, że mamy wychodzić na miasto i krzyczeć „jebać tą islamską dzicz”? Czy rzeczywiście musimy mieć w sobie tyle nienawiści, tyle wulgaryzmu i agresji? Ja rozumiem, że brak wsparcia socjologicznego, psychologicznego może wypaczyć nasze spojrzenie na sprawę. Ale z tą agresją i tymi słowami zachowujemy się jak chrześcijańska tudzież ateistyczna dzicz. Zachowujemy się dokładnie tak jak oni, w czym więc jesteśmy lepsi? Jestem w stanie wyobrazić sobie, że jeśli ta szerząca się agresja będzie nadal trwała, to gdy do nas trafi ktoś kto rzeczywiście potrzebował pomocy, bez względu na wyznanie, to nasza huliganka pierwsza podniesie rękę, pierwsza wyrządzi krzywdę. Tylko dlatego, że wszyscy mają wpojone do łba, że każdy muzułmanin jest zły. Czy wtedy Internety będą mieć wyrzuty sumienia, że stała się krzywda komuś niewinnemu, tylko dlatego że porzuciliśmy wrażliwość i uczucia tłumacząc to strachem o własną przyszłość?

To tak do przemyślenia. Mamy XXI wiek, mówimy że żyjemy w cywilizowanym świecie.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Codziennik

 

Brak czasu – to tylko wymówka?

14 wrz

Ci, którzy czytają mojego bloga od dłuższego czasu (żeby nie napisać, że od początku, bo jego żywotność krótka) to wiedzą, jak bardzo narzekałam na to, że chodzenie na siłownię zabiera mi mój jakże cenny czas. Wracam do domu z pracy: jest około 17:30, na 18 siłownia, wracam po 20, a o 22 trzeba iść spać, by wstać na 6 rano. Dlatego pójść/nie pójść na siłownię zawsze wiązało się z marudzeniem, że ja mam T-Y-L-E do zrobienia. Zwykle oprócz prania i kurzy, zrzucałam na swoje lenistwo konieczność ugotowania obiadu na następny dzień. Z racji, że zaczęłam się żywić systematycznie – w pracy w okolicy godziny 14 już jestem tak głodna, że muszę zjeść normalny obiad.  Wraz z lubym znaleźliśmy rozwiązanie tego problemu. Gotujemy w niedzielę jedzenie na cały tydzień. I broń boże nie jest to to samo na każdy dzień. Zwykle 2-3 rodzaje mięsa, wszystko układamy w pudełeczka (lunchboxy – choć luby nie lubi tego określenia :P) i każdego dnia wystarczy tylko zabrać sobie porcję z lodówki.

Wczoraj na przykład zrobiliśmy:

- szaszłyki drobiowe z odrobiną cukinii
- pierś z kurczaka w papirusie z suszonymi pomidorami Winiary (sprawdziłam makro na opakowaniu, to taka „coca-cola 0″ wśród produktów Winiary, a że ja od dawna mam nasilającą się awersję do kurzych cycków, to skusiłam się na to cudo)
- pierś z kurczaka w formie roladki nadziewanej suszonymi pomidorami w oliwie
- klopsiki z wołowiny mielonej (pieczone w piekarniku)

Do tego brokuł, fasolka szparagowa podsmażana na oliwie z dużą ilością świeżego czosnku oraz świeże sałatki – to już w produkcji bieżącej przed pracą)

Dodatkowo na wielki, niespodziewany napad głodu zrobiłam zupę meksykańską na mielonej wołowinie. Wyszła taka pikantna, ale nie przesadnie. Pychotka!

Proces tworzenia lunchboxów wyglądał tak:

12003323_917740458271866_6983360015517939794_nNiestety faza końcowa nie została udokumentowana zdjęciem, bo zapomnieliśmy o tym w ferworze wspólnego gotowania.

Wniosek tylko jeden: zawsze jest czas. Nawet jeśli ktoś pracuje na zmiany, ma nocki etc. Wystarczy 2-3 h w jeden dzień by stworzyć posiłki na cały tydzień i to różnorodne. Dodam, że oszczędność pieniędzy też jest odczuwalna. Wchodzisz do sklepu i wiesz dokładnie czego i ile musisz kupić. Nie bierzesz nic więcej prócz przekąsek np. warzywnych lub owocowych, bo i tak nie będziesz gotować. Teraz wracając z siłowni mam 2h kompletnego relaksu, już nic nie muszę robić :)

Na zdjęciu akurat tylko część pojemników, ale jak widzicie każdy z innej parafii. Niedawno szukałam takich pudełek, żeby był wybór, różne rozmiary, ale żeby były jednakowe (z jednej firmy) no i w ogóle żeby były praktyczne, a zarazem nie drogie. Hipsterskie lunchboxy to po 20 zł chodzą, albo i drożej – ze sztućcami. Ale na 5 dni to się już robi 100 zł. A dla dwoje to 200. Aż tak nam się nie przelewa. W Ikea wybór niezbyt duży, zresztą tam jedynie w dobrej cenie jest taki komplet z zielonymi pokrywkami. Mam go. I nie dajcie się zwieść, że wychodzi poniżej 1 zł za pudełko. Wszystko spoko, ale oprócz dużych i średnich wysokich i dużych płaskich, reszta jest mało praktyczna. Są kwadratowe i prostokątne ale to są takie maciupkie pojemniki, że ew. sos do sałatki można w nich nosić, ale jedzenia na pewno nie. Ostatecznie przeglądałam allegro i nie znalazłam tam też nic co by mi w oczy wpadło. Dopiero podczas googlowania odkryłam stronę www. garneczki.pl i ostatecznie wczoraj zamówiliśmy 3 komplety po 4 pojemniki z dwoma komorami (jeden komplet +-7 zł), łącznie z przesyłką 30 zł za 12 pojemników. I już dziś dostałam informację, że paczka została wysłana, także szybko i sprawnie. Jak dostanę je jutro w swoje łapki to dam znać czy jakościowo też są ok. Przy okazji polecam Motywator Dietetyczny – na fejsbuku.

Z innej beczki – BATATY – rewelacja. Zrobiliśmy sobie wczoraj na obiad do polędwiczki wieprzowej frytki z batatów (w piekarniku). Chrupiące, soczyste i tak słodkie że aż zaskakujące w smaku. Co prawda są kilka razy droższe od ziemniaków, ale że my i tak stosujemy low-carb no to od czasu do czasu jak mamy zjeść węgle to możemy się szarpnąć na bataty. Polecam każdemu kto jeszcze nie jadł, a lubi kulinarne niespodzianki.

Powoli zbieram się w sobie i być może zacznę tu wrzucać również przepisy i zdjęcia. Tymczasem jak ktoś by chciał zrobić sobie dietetyczną, pyszną zupę meksykańską to sprawa wygląda tak:

0,5 kg chudej, zmielonej wołowiny
2 średnie cebule
1 puszka pomidorów krojonych
4 duże papryki czerwone
1 puszka fasoli czerwonej
4 suszone papryczki chilli (lub mniej w zależności od upodobań)
sól, pieprz, słodka papryka

Cebulę kroimy w drobną kostkę, smażymy razem z mięsem na patelni teflonowej bez tłuszczu (niewielka ilość oliwy, lub wody). Smażymy aż się cebula zeszkli i mięso zetnie. Potem do garnka wlewamy litr wody i wsypujemy mięso wraz z cebulą. Wlewamy zawartość puszki pomidorów. Papryki kroimy w kostkę tak ok. 1,5 cm x 1,5 cm i wrzucamy do gara. Kruszymy chilli, solimy i dodajemy resztę przypraw wedle uznania. Zupka niech sobie bulgocze na małym ogniu przez 40 minut (oczywiście pod przykryciem). Po 40 minutach dodałam odcedzoną czerwoną fasolę i gotowałam jeszcze pół godziny. Wyszła naprawdę super, mięso z cebulą oddało smak do wywaru. Oczywiście mniej dietetyczna wersja mogłaby zawierać śmietanę do zagęszczenia i pokruszone nachosy na żółtym serze – ale i bez tego wyszła naprawdę mmmmmrrrr… :)

Dziś będę szamać na kolację, to zrobię fotkę, a przynajmniej postaram się ;)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Codziennik

 

Lustereczko powiedz przecie…

12 lis

… czy ja gruba jestem czy też nie?

Wspominałam wcześniej, że w moim lustrze wyglądam zupełnie inaczej niż w innych lustrach. To jest straszne, bo jedne powiększają, inne zmniejszają, jeszcze inne poszerzają czy wydłużają i skąd masz wiedzieć jak naprawdę wyglądasz, zwłaszcza w oczach innych ludzi? No więc na te 13 kilogramów nadwagi (co wydaje mi się dość sporą liczbą), to we własnym lustrze wyglądam wcale nie tak tragicznie.

WP_20141112_001

Taka jestem – bez żadnych fotoszopów ani bielizny wyszczuplającej, nawet specjalnie nie wciągałam brzucha. Znaczy i tak widać, że nie mam talii, mój brzuch ma taką samą szerokość jak biodra.

Był długi weekend, a co za tym idzie obżarstwo i pijaństwo straszliwe. Dla mnie chyba najbardziej zgubny jest alkohol. A potem wszystko się toczy w dół jak śnieżna kula. A może nie wszystko tylko ja. Ja się toczę jak kula po górze tłuszczu. Moja domowa waga (która jak już wiemy nie jest do końca sprawna) dziś rano pokazała taką wartość jakiej nie pokazała jeszcze nigdy od czasu swego istnienia.

Grzebanie po blogach dot. diet, zdrowego odżywiania i odchudzania powoduje, że trafiam na coraz to ciekawsze informacje, przepisy i sposoby.

Smak Zdrowia – 6 posiłków! 1200-1300 kalorii dziennie. Kompozycje z ziemniakami, nawet frytkami. Brzmi super. Tyle posiłków to ja nawet nie jestem w stanie zjeść, bo nie mam nawet na to czasu, spokojnie mogłoby ich być 4. Wtedy kalorii na dzień jeszcze mniej. Warto poczytać. Dużo ciekawostek o zdrowym jedzeniu, o sposobach na odchudzenie tradycyjnych potraw itd.

Będę próbować poukładać swoje nawyki żywieniowe w taki sposób żeby nie musieć do końca życia pić kefiru z suszoną żurawiną i serka wiejskiego. Zawsze po takich „dietach cud” jest jojo.

Aaaa ogólnie przyłapałam się na tym, że teraz sobie myślę: „przecież chodzę na siłownię, ćwiczę – to mogę sobie pozwolić na więcej albo tłuściej” :]

Ktoś to źle zaplanował na tym świecie, że jedzenie może dawać tyle przyjemności.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Codziennik