RSS
 

Notki z tagiem ‘ćwiczenia’

Bulletproof i kokosy, a także nowe fakty w sprawie Ewy Tylman.

14 gru

No dobra. Żartowałam. Tzn. w sprawie Ewy Tylam, bo nie będzie o niej ani słowa, ale może tytuł przyciągnie więcej czytelniczek i czytelników? Po weekendzie mikołajkowym spędzonym w Krakowie bilans treningowy był ujemny. Zjadło nam jeden trening nóg i postanowiliśmy nadrobić go w poniedziałek. Trening nóg to dla mnie najgorszy dzień, a jednocześnie tak bardzo chciałabym żeby to właśnie ta partia miała największy i najbardziej zauważalny progres. Głównie dlatego że cellulit najbardziej widoczny jest na pupie i udach, a poza tym chyba każda dziewczyna marzy o seksownym tyłku? Na tym etapie już nie wystarczy być po prostu chudą, nie o to chodzi. Patrzcie:

428863_10150610874655795_737625794_11308169_1245773403_n

 

Poniedziałek = początek tygodnia, w dodatku trening po pracy, a wieczorem zawsze ludzi na siłowni jest dużo. Robiłam znów przysiady ze sztangą, mimo, że wstydziłam się i wstydzę panicznie nadal, robić ćwiczenia których nie umiem i które robię źle.  I co? Nie wiem, cud jakiś i dziwna zmiana – nagle zrobiłam już „prawie dobrze”! :) Tzn.  wg mojego lubego zdecydowanie lepiej niż za każdym razem wcześniej. A nie ćwiczyłam w domu, na sucho. Po prostu… Mój organizm rozwija się sam i w swoim tempie, w ogóle nie słuchając tego co ja bym chciała by robił. Taka niespodzianka. Oczywiście to w dalszym ciągu nie jest przysiad taki jak powinien być i ciągle coś robię źle, ale przynajmniej są jakieś postępy. W sobotę teraz był drugi trening nóg. Zakwasy mam do dzisiaj.

Przy okazji wcześniejszej notki o pomiarach na wadze Tanita, zapomniałam wrzucić najważniejszą rzecz. Otóż, pomiar wrześniowy kończył się dla mnie diagnozą OBESE czyli nadwaga. Natomiast pomiar listopadowy STANDARD. Mimo, że różnicy na wadze nie było wcale. Oto dowód:

zdjecie

Musiałam poprawić mazakiem bo napis zniknął już prawie zupełnie, ale chyba jest co świętować! Pozostaje tylko kwestia pozbycia się wody z organizmu, dlaczego mam jej tak dużo? Soli prawie nie stosuję. Jedzenia mocno przetworzonego prawie nie jadam. Jak w niedzielę rano po sobotniej imprezie stanęłam na wagę to oczy mi aż zaświeciły ze szczęścia. Człowiek po alkoholu = człowiek odwodniony. Człowiek odwodniony = człowiek lżejszy. Waga pokazała 67,3 kg czyli dwa kilogramy mniej niż normalnie i 7,4 kg mniej niż na wadze początkowej :P ale woda wróciła, wiadomo. Taka zmiana nigdy nie jest na stałe. Jak sobie radzicie z poziomem wody w organizmie? Jak ten poziom zmniejszyć i jak pilnować by nie skakał?

Z innej beczki bulletproof & kokos: im więcej mam fitnesek na fejsbuku tym więcej ich wpisów i postów pojawia się na głównej stronie. Spora część z nich pisze o porannej kawie bulletproof. Do tej pory zupełnie się nie interesowałam tym co to za kawa, zwłaszcza że ja takim wielkim smakoszem kawy nie jestem. Pijam kawę gorzką z mlekiem, ale głównie z kapsułek DG. Jedna dziennie to jest max. Czasem dwie jak jest potrzeba, albo kiedy jem jakieś torty, ciasto. Lubię gorzką kawę do słodkiego jedzenia po prostu. W końcu postanowiłam przestać przyjmować do wiadomości rzeczy których nie znam, bez interesowania się tym o co w nich chodzi. Kawa bulletproof to kawa z masłem klarowanym i olejem kokosowym. Szok. Tyle tłuszczu, taka bomba kaloryczna, i to wszystko z rana? Jak może taka kawa smakować? Olej kokosowy nierafinowany i bezzapachowy zakupiłam, ale na tę kawę jeszcze się nie odważyłam. A sam olej? No faktycznie takie masło. Drogie to cholerstwo, bo płaciłam 30 zł za 200 ml. 200 ml. to wcale znów nie aż tak dużo i szybko schodzi. Jakby cena była zbliżona do ceny oliwy z oliwek to bym się na niego przestawiła, ale zniechęca mnie wszystko co ma zawyżoną cenę tylko dlatego że jest fit. Można znaleźć wiele dobrych jakościowo produktów i wcale nie muszą to być produkty eko/fit/nogluten.  Nie należy popadać w spożywczą paranoję i kupować produktów 2-3 x droższych tylko dlatego, że wszyscy mówią że te produkty są ok. Właśnie im więcej fitnesek tym więcej „lokowania produktu/marki/sklepu”. To też zauważam i to też zaczyna działać na mnie drażniąco. Jeśli jedyny sens istnienia tych profili sprowadza się do reklamowania słodkich ciastek, omletów i innych placków zrobionych na bazie hipsterskiej mąki za 13 zł kilogram zmieszanej ze smakową odżywką białkową to ja przestaję im wierzyć. Piszą, że są mięsożerne, a co fotka to ciasteczka, sosy czekoladowe itd. A wszystko w ramach sponsoringu przez konkretną markę czy sklep. Rly? Nie wiem, może ja też bym się tak łatwo sprzedawała za prezenty i gadżety tak jak szafiarki. Ale tego typu „reklama” działa na mnie raczej odwrotnie, ja nic nie kupię z tych sklepów.

A dziś kolejny tydzień, ostatni przed świętami = ostatni pełny trening. Później chwila odpoczynku, treningi bardziej lajtowe żeby odpocząć. Wreszcie zdecydowaliśmy się wymienić łóżko w sypialni na takie z prawdziwego zdarzenia, z materacem który jest wart więcej niż samo łóżko. Już się doczekać nie mogę dostawy i pierwszej nocy, wreszcie się wyśpię porządnie :) :*

 

Pot, krew i łzy i ja – księżniczka na ziarnku grochu.

22 lis

Jak chodziłam do szkoły, kiedy jeszcze byłam atrakcyjnym chudzielcem z całkiem sporym biustem, wówczas moje podejście do ludzi i wielu spraw z życia codziennego było nieco inne. Chyba za to los dał mi teraz po dupie. Miałam taką przyjaciółkę, która od zawsze była gruba i niska. Taka kuleczka. Ładne miała oczy. Ślicznie się malowała. Lubiła tańczyć i śpiewać. A gdy się kłóciłyśmy mówiłam sobie i wszystkim wokoło, że gdybym ja miała taki problem (w domyśle: była gruba) to coś bym z tym zrobiła. Wydawało mi się wtedy że to takie łatwe trochę się poruszać i nie wpierdalać. Teraz dopiero rozumiem, że to nie jest wcale proste, a te młode lata po prostu zmarnowałam i teraz mam tego konsekwencje. Celulit, obtłuszczone organy, fet, krzywa postawa. Niczego nie umiem zrobić. Polecenia na siłowni wydają mi się tak bardzo niezrozumiałe. Dól pleców mam za mocny, brzuch za słaby i postawę kaczki. Ta pewna siebie dziewczyna, pyskata, bojowa i odważna odeszła na drugi plan. Prawie zniknęła. Teraz wszystkiego się wstydzę i boję, a gdy mam robić coś nowego po prostu mnie paraliżuje. Przysiadów ciąg dalszy i te same problemy. Jak już trzymam plecy prosto i łopatki ściśnięte to kolana idą do środka. Nie schodzę nisko, pochylam się do przodu. Ciągle coś… mam wrażenie, że nie nauczę się tego nigdy. W dodatku ciągle coś jest nie tak, nie wiem czy z dietą czy ogólnie z moim organizmem. Waga ciągle skacze. W pasie w obwodzie zgubiłam już koło 12 cm, ale tylko gdy mierzę się na czczo po przebudzeniu. Potem zawsze mam kilka cm więcej. Ćwiczę cztery razy w tygodniu, bez marudzenia i ociągania się. Jem głównie to co przygotowujemy w ramach #mealprepsunday. Nie jadam węgli poza pieczywem rano. Teoretycznie taka ilość wyrzeczeń powinna spowodować spadek wagi o wiele większy i o wiele bardziej zauważalny. Czemu nie chudnę 4kg miesięcznie? Nie wiem czy szczupła sylwetka jest mi pisana. Ale robię dalej to co robiłam, wierzę że za jakiś czas, za parę miesięcy będę się czuła dobrze we własnym ciele.

A czemu księżniczka na ziarnku grochu? Wszystkie te maszyny i rurki na siłowni to dla mnie cierpienie niczym to ziarnko. Bolą mnie dłonie czego bym się nie chwyciła. Mimo tego, że mam rękawiczki treningowe. Po prostu coś jest nie tak ze mną. Mam już odciski na dłoniach, potem schodzi mi skóra. Nie umiem tych przyrządów złapać tak by nic mnie nie dolało, nie dokuczało, nie było trudnością. Wkurzam się, złoszczę i denerwuję.

P.S.

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią zrobiliśmy z lubym te zdjęcia. Ale nie będę na razie nic zamieszczać, bo nie ma nawet z czym tego porównać.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Codziennik

 

Co ma ze sobą wspólnego: rozgrzewka, gotowanie i Islam?

22 wrz

Odpowiedź jest prosta: nic. Ale chciałabym napisać o wszystkim, nie wiem od czego zacząć ani nie chciałabym wstawiać 3 notek jednego dnia. Tak więc krótko o rozgrzewce, bo sprawa nawiązuje do mojego marudzenia sportowego i wcześniejszej notki „Zwolnienie z WF-u” – chodzi o to, że nie mam pojęcia jak się człowiek powinien rozciągać przed właściwym treningiem. Zaczynamy zwykle od orbitka, daję czadu przez tych kilka minut. Jest mi gorąco, ale luby mówi: rozgrzej się (w domyśle rozciągnij mięśnie). Przede wszystkim rzadko widuję, by ktoś robił jakieś dziwne wygibasy, a poza tym jak? Bo ja nie wiem. W szkole rozgrzewka to było bieganie wokół sali z ewentualnym machaniem rękami. Dlatego trochę bagatelizowałam sprawę, ale wczoraj robiliśmy trening we czwórkę, taki ala cross fit na nogi. Wskoki na skrzynię, rzut piłką z przysiadu i dodatkowo wykroki z obciążeniem. Podczas pierwszej serii wykroków coś mi się skurczyło w dolnej partii uda prawej nogi i później kolejne wykroki były bardzo bolesne. Czułam ciągły skurcz. Dziś już jest ok, ale trochę mnie to wystraszyło. Może jednak rozgrzewki nie należy bagatelizować? A wy? Rozciągacie mięśnie przed treningiem?

O gotowaniu będzie ze zdjęciami – czas się pochwalić efektami tej oszczędności czasu i pieniędzy. A zatem, w nd powtórzyliśmy zeszłotygodniowy wyczyn.

zdjecie3

Tak wyglądał nasz koszyk z zakupami. 250 zł – tyle wydaliśmy. Ale 20 zł kosztował żwirek dla kota (nie liczymy go jako żywność) oraz około 50 zł wydaliśmy na zakupy, które zawieźliśmy do teściów na obiad. Tak więc jakieś 180 zł na jedzenie na cały tydzień dla 2 osób. Proszę nie krytykować jajek – że takie zwykłe. Ale jakoś nie robi mi różnicy czy jem z wolnego wybiegu czy od kur hodowanych w klatkach. Kiedyś znajomy słusznie powiedział, że przecież jak taka kura chodzi po wolnym wybiegu w ciągu dnia, to jest bardziej narażona na niebezpieczeństwa zdrowotne wynikające z warunków atmosferycznych = na pewno ma więcej antybiotyków w karmie by nie chorowała. Tak więc kupuję najtańsze lub te w promocji.  W ramach ciekawostki zakupowej: jak myślicie ile waży cały łosoś? Okazuje się, że wcale nie 4-5 kg tak jak ja myślałam (co dawało 100 zł za rybę!) tylko niecałe 2 kg. Była promocja 18,99 za kg. Wzięliśmy więc takiego dzika-łososia i upiekliśmy u teściów – pychota! Wyszło porcji na jakieś 6 obiadów i to zakładając, że każdy zjadł naprawdę sporą porcję ryby. Także gotowym filetom z łosia mówię papa! :)

zdjecie2

Tak wyglądał początek przygody z gotowaniem. Było tego dużo, nie wszystko nawet wyciągnęliśmy do zdjęcia z lodówki.

A na koniec powstało takie cudo:

zdjecie1I dodatkowo cały garnek zupy meksykańskiej. Tej o której pisałam poprzednio. Tak nam zasmakowała, że teraz stanowi posiłek rozgrzewający w zimne wieczory :) Te małe pojemniki, w który znajdują się winogrona, borówki i żółty arbuz to są te pojemniki o których pisałam poprzednio. Niestety bardzo się rozczarowałam, w dotyku sprawiają wrażenie kiepskich jakościowo (choć żaden się jeszcze nie zepsuł), a rozmiarowo okazały się mniejsze znacznie niż to optycznie wyglądało w ofercie sklepu. Moja wina, ze sugerowałam się zdjęciem a nie narysowałam wymiarów. Także pojemniki nie nadają się na przechowywanie obiadów, i służą nam tylko do przekąsek i drugich śniadań. Co gotowaliśmy?

- roladki ze schabu z farszem z pieczarek, cebuli i zielonej papryki
- piersi z kurczaka w papirusach (zioła prowansalskie, suszone pomidory)
- piersi z kurczaka w złocistej przyprawie pokrojone w kostkę

A do tego: żółta fasolka szparagowa, brokuły i jarmuż – drugie nasze podejście do tego zielska. Nadal smakowo mi nie podchodzi, także będzie to raczej ostatnia próba i powrócimy do szpinaku. Ten prostokątny pojemnik z białym czymś to reszta łososia z tej całej ryby, która została po zjedzeniu obiadu wspólnie z teściami – nadal sporo :) no a reszta to pokrojone w paseczki warzywa, poukładane owoce itd. Także jedzenie na cały tydzień. Zdrowe, dietetyczne i naprawdę pyszne. Całość zajęła nam 2 godziny (włącznie z poukładaniem i sfotografowaniem) – także oszczędność czasu i pieniędzy ogromna.

I na koniec coś czym chciałabym się z Wami podzielić, ale ze względu na to, że mass media są już przesycone takimi informacjami to zrozumiem jeśli ktoś nie chce dalej czytać i zakończy na gotowaniu. Chciałam powiedzieć kilka rzeczy związanych z imigracją, uchodźcami i strachem jakiego doświadczanym. Ja też się boję. Zagrożenie może być całkiem realne biorąc pod uwagę, że Ci którzy już lata temu wyjechali do Europy – obecnie nie pracują, żyją na socjalu i nie przestrzegają obowiązującego prawa w danym kraju. Nie wyobrażam sobie, że zaleją Europę, że zaczną odbierać nam władzę nad własnym życiem. W Danii w jednym z miasteczek w Radzie zasiada większość muzułmańska. Na swoje święta wydali kupę $$$ z budżetu miasta, ale zadecydowali że Bożonarodzeniowej choinki w mieście nie będzie. Ja tak nie chcę… wiem, że Polska nie jest dla nich ekonomicznie atrakcyjna, ale jeśli zacznie się III Wojna Światowa to my także będziemy na linii ognia. Uważam, że kraje UE bardzo źle, bardzo niepoprawnie i bez przemyślenia podchodzą do tematu uchodźców. Licytują się kto ile i dlaczego przyjmie, oraz jakie wsparcie należy zagwarantować uchodźcom. Wszystko wokół $$$, a nikt nie patrzy i nie reaguje na to co się dzieje ze społeczeństwem  i na płaszczyźnie socjalnej, psychologicznej.  Internety szerzą nienawiść. Jest masa obrazków, filmików, masa zmyślonych informacji. Nie wiem czy dostrzegliście to już wcześniej, zwłaszcza Ci używający fejsbuka – zanim zaczęła się afera z uchodźcami, to po fejsie krążyły linki do wyglądających autentycznie artykułów, gdzie małą czcionką w dole stopki pisze, że portal xxx jest portalem przedstawiającym fejkowe, zmyślone, nieprawdziwe informacje. Nie wiem czemu to ma służyć, ale takie coś powstało. W przypadku nasilającej się agresji (wywołanej strachem – jest to zrozumiałe, najlepszą obroną jest atak) też powstaje wiele zmyślonych informacji, które krążą po internecie. Ja np. nie wierzę w tę całą anonimową wiadomość „polskiego muzułmanina” bo skąd on się taki wziął? Który Polak dobrowolnie przechodzi na Islam i uważa się za wierzącego? Skąd ma taką wiedzę o kulturze, wierze, obyczajach? To ściema napisana przez jakiegoś podżegacza. Oczywiście nie chodzi o to, że chcę ich bronić czy nawoływać do ogólnej pomocy. Uważam, że powinna być przeprowadzona pełna kontrola nad tym kto i z jakimi papierami dostaje się do poszczególnych krajów. Część z nich na pewno potrzebuje i zasługuje na pomoc, część pewnie chce wykorzystać sytuację dla wojny lub z pobudek ekonomicznych. Ale czy to oznacza, że mamy wychodzić na miasto i krzyczeć „jebać tą islamską dzicz”? Czy rzeczywiście musimy mieć w sobie tyle nienawiści, tyle wulgaryzmu i agresji? Ja rozumiem, że brak wsparcia socjologicznego, psychologicznego może wypaczyć nasze spojrzenie na sprawę. Ale z tą agresją i tymi słowami zachowujemy się jak chrześcijańska tudzież ateistyczna dzicz. Zachowujemy się dokładnie tak jak oni, w czym więc jesteśmy lepsi? Jestem w stanie wyobrazić sobie, że jeśli ta szerząca się agresja będzie nadal trwała, to gdy do nas trafi ktoś kto rzeczywiście potrzebował pomocy, bez względu na wyznanie, to nasza huliganka pierwsza podniesie rękę, pierwsza wyrządzi krzywdę. Tylko dlatego, że wszyscy mają wpojone do łba, że każdy muzułmanin jest zły. Czy wtedy Internety będą mieć wyrzuty sumienia, że stała się krzywda komuś niewinnemu, tylko dlatego że porzuciliśmy wrażliwość i uczucia tłumacząc to strachem o własną przyszłość?

To tak do przemyślenia. Mamy XXI wiek, mówimy że żyjemy w cywilizowanym świecie.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Codziennik