RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2016

Szok i niedowierzanie, to już półmetek!

20 sty

Wiem, że dawno nie pisałam. W sumie blog prawie obumarł z tego niedoglądania. Ale niestety końcówka roku była dla mnie mega ciężka. Głównie z powodu pracy, choinkę ubierałam dzień przed świętami, wtedy też znalazłam czas żeby posprzątać. Do samego końca byłam w firmie, bo ilość sprzedaży jakie musieliśmy domknąć przed 31 grudnia była przeogromna. Do tego wszystkiego 2015 był rokiem remanentowym, więc jeszcze kupa nudnej, mozolnej i niewartej tego wysiłku, pracy w podziemiach. Styczeń na pełnych obrotach. Dwa dni przed 3 Królami miałam wolne, ale potrzebowałam się zresetować, odpocząć. W dużym skrócie pozwolę sobie opowiedzieć Wam co się u mnie działo przez ostatni miesiąc. Na święta (po podwyżce lubego) zakupiliśmy sobie porządne łóżko. Zajmuje prawie całą sypialnię, a materac był droższy od samego mebla. W życiu nie myślałam, że rogówka na której spaliśmy to była taka straszliwa więzienna prycz. A tak było. Teraz wystarczy, że się położę na materacu i już mi jest dobrze. Wreszcie zaczęłam normalnie spać, spać długo i do późna. Bo zwykle bez względu na to o której zasypiałam, to koło 6-7 rano, nawet w weekendy, budziłam się sama z siebie i nie mogłam zasnąć. Teraz trzeba mnie siłą z łóżka ściągać tak mi dobrze. Oczywiście do samego końca, bardzo grzecznie: zdrowa dieta i siłownia 4x w tygodniu. Oczywiście nie mówię, że nie zdarzało nam się wypić piwa czy zjeść kebaba, ale ogólnie przykładnie, zdrowo. Na dzień dzisiejszy mam 68 kg i 20 cm w pasie mniej. Czyli zrzuciłam 6,7 kg i jak zrzucę drugie tyle będę szczęśliwa. Nawet się nie spodziewałam, że tak szybko mogę zaliczyć połowę z oczekiwanego celu do zrzucenia, jestem z siebie naprawdę dumna.

Ale święta były też dla mnie solidną nauczką. Po raz pierwszy doświadczyłam problemów gastrycznych. Ja generalnie od małego byłam taki śmietnikiem jeśli chodzi o jedzenie. Wpadało mi przez buzię wszystko co mi smakowało, w ilościach często przeogromnych, a potem wylatywało i nie pozostawiało po sobie żadnych nieprzyjemnych uczuć. Jestem z tych, którzy na wigilię jedzą karpia. Ja go lubię, kocham, uwielbiam. Może mi jeden z drugim wmawiać, że im karp mułem wali i woli jeść łososia na wigilię, niech se je. Karp na maśle klarowanym, smażony w panierce to podstawa świątecznej kolacji. Nawet zwykłe ziemniaki smakują w wigilię jakby były najdroższymi truflami. Tak się objadłam że jak wyruszyliśmy od lubego do moich rodziców kolędować, to miałam brzuch jakbym była w zaawansowanej ciąży. Było mi ciężko i mnie bolał. Czułam się fatalnie. Po raz pierwszy w życiu. Solidna nauczka. Przez kolejne dni pilnowałam już ile jem. Potem był sylwester, nowy rok – generalnie trochę sobie daliśmy na luz, nie patrzeliśmy na talerz co jemy i ile pijemy. Każdemu należała się odrobina przyjemności. Musiałam odrobić to co przybrałam na wadze, ale już jestem na właściwej drodze.

Dla upamiętnienia etapu na którym jestem w tym nowym roku, mam takie oto zdjęcie moich jeansów sprzed pół roku i tych aktualnych:

12417904_996000637112514_569480898450853188_n

Cieszy oczy co nie? W sumie to nawet nie spodziewałam się aż takiej różnicy… ^^ niemniej całkiem niedawno zamówiłam sobie spodnie z chińskiego sklepu wish.com – musiałam, bo na zdjęciu były tak kuszące i tak zaokrąglały pupę że zaczynałam się zastanawiać nad własną orientacją. Zamówiłam rozmiar M bo miały iść miesiąc. Przyszły wczoraj i to M jest mi takie trochę opięte, ale nie aż tak jakbym chciała. A to są rozciągliwe spodnie. Jakościowo całkiem spoko, więc chyba zamówię też S wkrótce. Podobnie było z bluzką z H&M. Zamówiłam rozmiar 40, bo jednak w cyckach to niewiele mi spadło i sugerowałam się obwodami podanymi w tabeli, ale ta 40 jest mi zdecydowanie za wielka i muszę wymienić na 38. Powoli zaczynam  się gubić w tym co powinnam kupować. A to też cieszy :)

#mealprepsunday stosujemy nadal, tylko w okresie noworocznym do 3 króli nie gotowaliśmy na zapas i powiem Wam, że jak człowiek odwyknie od gotowania codziennie i codziennego sprzątania po tym gotowaniu, to zaczyna to być drażniące. Wróciliśmy, gotujemy nadal. Teraz przywróciliśmy węglowodany do posiłków więc jem więcej makaronu niż bym sobie wyobrażała że będę. Do grudnia trzymałam się mniej więcej 1500 kcal, teraz jem 1800-2000 i nadal spadam na wadze. Podobno sekret tkwi w tym, że wzrost masy mięśniowej powoduje zwiększenie dziennego zapotrzebowania na kalorie. Cudownie to brzmi i bardzo mi się podoba, że rosną mi mięśnie bo chyba nie umiałabym być ciągle na niskiej kalorycznie diecie żeby utrzymać wagę, a tak chudnę i jem coraz więcej. Powoli zbieram się do ponownego zważenia na Tanicie by porównać to z poprzednimi wynikami, ale najpierw muszę wrócić do właściwego rytmu więc chyba dopiero 31 stycznia to zrobię. Jeszcze 11 dni pracy nad sobą, a potem zobaczymy.

Z ciekawostek: lubicie serki typu Almette? Ja lubię bardzo, ale sprawdzam skład na opakowaniu i generalnie jak widzę, że na 100g produktu ten serek ma aż 21g tłuszczu to od razu odkładam go na półkę. I wiecie co? Wczoraj zrobiliśmy z lubym własny taki serek. Półtłusty twaróg z Lidla zblendowaliśmy z odrobiną chudego mleka i przyprawami, szczypiorkiem itd. Konsystencja dokładnie taka jak w Almette, smaki można sobie robić samemu, a mniej chemii i mniej tłuszczy. No i 0 cukru. Polecam :)
Ostatnio robiliśmy też hummus homemade z prażonym sezamem – pychota!

Buziak :*

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Codziennik, O mnie