RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2015

Czym się różni coca-cola od jogurtu?

30 wrz

Odpowiedź może zaskoczyć: MA MNIEJ CUKRU! Oczywiście to bardzo duże uogólnienie, ale na tym krótkim przykładzie może chociaż kilka osób zacznie zwracać większą uwagę na etykietki produktów, które kupujecie. Mowa o jogurcie z Lidla, jogurcie który rzekomo zawiera probiotyki. Taka niemiecka Activia – chyba. Bo ja go nie widziałam, nie miałam w ręce i nie wiem nawet jak się nazywa. Ale zasugerowana tym przykładem sprawdziłam jeszcze kilka innych: zdrowych, świetne reklamowanych, markowych jogurtów. I tak: coca-cola zawiera 10,4g cukru na 100g produktu, a wspomniany jogurt z Lidla 14,9g:

jogurtzcukremTyle kampanii jest przeciwko coca-coli. Każdy mówi żeby jej nie pić, coca-cola to zło i śmierć. Owszem, nie przeczę. To niezdrowe i paskudne, a jak się kompletnie odzwyczaisz to potem nawet już nie smakuje dobrze. Ale na etykiety trzeba patrzeć zawsze, nawet gdy wydaje nam się że kupujemy coś ZDROWEGO – jak widać na załączonym obrazku, pseudo-probiotyczny jogurt jest tak naprawdę syfem gorszym od coca-coli. I żeby nie było – to nie jest tylko ten jeden lidlowy produkt. Kupuje ktoś z Was Activię? Ale nie naturalną, tylko wariant owocowy? Sprawdźcie etykietę – 14,7g cukru na 100g produktu! Ja jem tylko jogurty naturalne, w sumie używam ich do sosów głównie, czasem jak nie mam weny na śniadanie drugie w pracy to jem jogurt z płatkami i jakimś owocem (o ile mam smak na owoc :P). Historia z tym jogurtem zaczęła się od mojego znajomego, który postanowił zrzucić kilka kg (nie jest gruby, po prostu nie ćwiczy więc jak przytyje to od razu w formie oponki wokół tego chudego brzucha) – wrzucał zdjęcia swoich posiłków i liczyliśmy wspólnie kcal żeby zobaczyć jak się odżywia. Wcześniej nie kupowałam smakowych jogurtów bo domyślałam się, że zawierają cukier, ale nie przyszło mi do głowy że mają go aż tyle! To nawet dla mnie było zaskoczenie. Ilość cukru w coca-coli znam już na pamięć, bo weryfikowałam czy są różnice w składzie tej na rynku Egipskim i naszym. Różnic brak, więc to po prostu mój organizm oduczył się picia tego czarnego napoju.

To tyle tytułem wstępu. Z życia codziennego, w niedzielę znów gotowaliśmy na cały tydzień. Tym razem był wielki test rożna w naszym piekarniku. Hipnotyzujący widok jak się cała kura kręci w Twoim własnym domu.

domowyfitcateringDużo osób na fejsbuku pyta czy nam się to nie psuje, czy jest dobre itd. Więc nie. Nic się nie psuje. Mięso surowe jak trzymacie w lodówce to szybciej się zepsuje niż takie które zostało poddane obróbce termicznej (oczywiście pomijając te hermetycznie zapakowane z markietu). Przecież jak nie było lodówek to tak się właśnie wydłużało żywotność produktów spożywczych: gotowanie, suszenie, wędzenie, pieczenie etc.  Jeśli chodzi o owoce i warzywa to jest kwestia dobrych pojemników i dobrej lodówki. Nic nam się nie psuje i smaku też nie tracą. A jest tak wygodnie, tak praktycznie i tak leniwie że nawet sobie nie wyobrażacie. Swego czasu po sieci krążył taki demotywator dotyczący zmywania w kuchni. Już myślisz, że to koniec i nagle: „o kurwa, jeszcze patelnia została” – ja nie mam tego problemu. W niedzielę gotujemy, w niedzielę zmywamy i cały tydzień to jest wielki luz.

Chciałam jeszcze na koniec pochwalić Wam się czymś co mój przyjaciel nazywa chlebkiem dukanowym. Przepis jest prosty: 2 jajka, łyżka płatków owsianych i łyżka chudego twarogu. Ja zamiast twarogu dodaję Bielucha – lubię go i mam zawsze w lodówce bo zastępuje śmietanę, jogurt a nawet majonez. Jak robię pastę jajeczną i dodaję Bielucha to nawet się ludzie nie orientują, że to nie jest majo ;) Ważne jest żeby tą miksturę rozlać na dość dużej blasze, to ma się upiec a nie urosnąć na omlet. Ja rozlewam na dużą foremkę do tarty i nie przejmuję się kształtem.

image (1) image

Zdjęcie u góry przestawia drugie śniadanie czyli połowę tego chlebka z twarożkiem – tu chyba z lenistwa łyżka Tartar, oliwki i sałata. Na dole chlebek z dzisiejszego pieczenia, trochę mocniej się spiekł i przez to był jeszcze lepszy i jeszcze mniej jajeczny. Porcja taka jak na drugie śniadanie to jest ok. 150 kcal. Jak ktoś zamieni Tartar na jakiś lepszy twaróg, samodzielnie robiony etc. to ma jeszcze mniej :)  jest pyszne. Ja to doprawiam jeszcze przyprawą do Bruchetty, ale co kto lubi – można ziołowo, można czosnkowo.

Dla mnie to świetny zapychacz drugośniadaniowy.

Tyle na dziś, miłego dnia i pamiętajcie: etykiety trzeba czytać.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Codziennik, Marudzenie, O mnie

 

Co ma ze sobą wspólnego: rozgrzewka, gotowanie i Islam?

22 wrz

Odpowiedź jest prosta: nic. Ale chciałabym napisać o wszystkim, nie wiem od czego zacząć ani nie chciałabym wstawiać 3 notek jednego dnia. Tak więc krótko o rozgrzewce, bo sprawa nawiązuje do mojego marudzenia sportowego i wcześniejszej notki „Zwolnienie z WF-u” – chodzi o to, że nie mam pojęcia jak się człowiek powinien rozciągać przed właściwym treningiem. Zaczynamy zwykle od orbitka, daję czadu przez tych kilka minut. Jest mi gorąco, ale luby mówi: rozgrzej się (w domyśle rozciągnij mięśnie). Przede wszystkim rzadko widuję, by ktoś robił jakieś dziwne wygibasy, a poza tym jak? Bo ja nie wiem. W szkole rozgrzewka to było bieganie wokół sali z ewentualnym machaniem rękami. Dlatego trochę bagatelizowałam sprawę, ale wczoraj robiliśmy trening we czwórkę, taki ala cross fit na nogi. Wskoki na skrzynię, rzut piłką z przysiadu i dodatkowo wykroki z obciążeniem. Podczas pierwszej serii wykroków coś mi się skurczyło w dolnej partii uda prawej nogi i później kolejne wykroki były bardzo bolesne. Czułam ciągły skurcz. Dziś już jest ok, ale trochę mnie to wystraszyło. Może jednak rozgrzewki nie należy bagatelizować? A wy? Rozciągacie mięśnie przed treningiem?

O gotowaniu będzie ze zdjęciami – czas się pochwalić efektami tej oszczędności czasu i pieniędzy. A zatem, w nd powtórzyliśmy zeszłotygodniowy wyczyn.

zdjecie3

Tak wyglądał nasz koszyk z zakupami. 250 zł – tyle wydaliśmy. Ale 20 zł kosztował żwirek dla kota (nie liczymy go jako żywność) oraz około 50 zł wydaliśmy na zakupy, które zawieźliśmy do teściów na obiad. Tak więc jakieś 180 zł na jedzenie na cały tydzień dla 2 osób. Proszę nie krytykować jajek – że takie zwykłe. Ale jakoś nie robi mi różnicy czy jem z wolnego wybiegu czy od kur hodowanych w klatkach. Kiedyś znajomy słusznie powiedział, że przecież jak taka kura chodzi po wolnym wybiegu w ciągu dnia, to jest bardziej narażona na niebezpieczeństwa zdrowotne wynikające z warunków atmosferycznych = na pewno ma więcej antybiotyków w karmie by nie chorowała. Tak więc kupuję najtańsze lub te w promocji.  W ramach ciekawostki zakupowej: jak myślicie ile waży cały łosoś? Okazuje się, że wcale nie 4-5 kg tak jak ja myślałam (co dawało 100 zł za rybę!) tylko niecałe 2 kg. Była promocja 18,99 za kg. Wzięliśmy więc takiego dzika-łososia i upiekliśmy u teściów – pychota! Wyszło porcji na jakieś 6 obiadów i to zakładając, że każdy zjadł naprawdę sporą porcję ryby. Także gotowym filetom z łosia mówię papa! :)

zdjecie2

Tak wyglądał początek przygody z gotowaniem. Było tego dużo, nie wszystko nawet wyciągnęliśmy do zdjęcia z lodówki.

A na koniec powstało takie cudo:

zdjecie1I dodatkowo cały garnek zupy meksykańskiej. Tej o której pisałam poprzednio. Tak nam zasmakowała, że teraz stanowi posiłek rozgrzewający w zimne wieczory :) Te małe pojemniki, w który znajdują się winogrona, borówki i żółty arbuz to są te pojemniki o których pisałam poprzednio. Niestety bardzo się rozczarowałam, w dotyku sprawiają wrażenie kiepskich jakościowo (choć żaden się jeszcze nie zepsuł), a rozmiarowo okazały się mniejsze znacznie niż to optycznie wyglądało w ofercie sklepu. Moja wina, ze sugerowałam się zdjęciem a nie narysowałam wymiarów. Także pojemniki nie nadają się na przechowywanie obiadów, i służą nam tylko do przekąsek i drugich śniadań. Co gotowaliśmy?

- roladki ze schabu z farszem z pieczarek, cebuli i zielonej papryki
- piersi z kurczaka w papirusach (zioła prowansalskie, suszone pomidory)
- piersi z kurczaka w złocistej przyprawie pokrojone w kostkę

A do tego: żółta fasolka szparagowa, brokuły i jarmuż – drugie nasze podejście do tego zielska. Nadal smakowo mi nie podchodzi, także będzie to raczej ostatnia próba i powrócimy do szpinaku. Ten prostokątny pojemnik z białym czymś to reszta łososia z tej całej ryby, która została po zjedzeniu obiadu wspólnie z teściami – nadal sporo :) no a reszta to pokrojone w paseczki warzywa, poukładane owoce itd. Także jedzenie na cały tydzień. Zdrowe, dietetyczne i naprawdę pyszne. Całość zajęła nam 2 godziny (włącznie z poukładaniem i sfotografowaniem) – także oszczędność czasu i pieniędzy ogromna.

I na koniec coś czym chciałabym się z Wami podzielić, ale ze względu na to, że mass media są już przesycone takimi informacjami to zrozumiem jeśli ktoś nie chce dalej czytać i zakończy na gotowaniu. Chciałam powiedzieć kilka rzeczy związanych z imigracją, uchodźcami i strachem jakiego doświadczanym. Ja też się boję. Zagrożenie może być całkiem realne biorąc pod uwagę, że Ci którzy już lata temu wyjechali do Europy – obecnie nie pracują, żyją na socjalu i nie przestrzegają obowiązującego prawa w danym kraju. Nie wyobrażam sobie, że zaleją Europę, że zaczną odbierać nam władzę nad własnym życiem. W Danii w jednym z miasteczek w Radzie zasiada większość muzułmańska. Na swoje święta wydali kupę $$$ z budżetu miasta, ale zadecydowali że Bożonarodzeniowej choinki w mieście nie będzie. Ja tak nie chcę… wiem, że Polska nie jest dla nich ekonomicznie atrakcyjna, ale jeśli zacznie się III Wojna Światowa to my także będziemy na linii ognia. Uważam, że kraje UE bardzo źle, bardzo niepoprawnie i bez przemyślenia podchodzą do tematu uchodźców. Licytują się kto ile i dlaczego przyjmie, oraz jakie wsparcie należy zagwarantować uchodźcom. Wszystko wokół $$$, a nikt nie patrzy i nie reaguje na to co się dzieje ze społeczeństwem  i na płaszczyźnie socjalnej, psychologicznej.  Internety szerzą nienawiść. Jest masa obrazków, filmików, masa zmyślonych informacji. Nie wiem czy dostrzegliście to już wcześniej, zwłaszcza Ci używający fejsbuka – zanim zaczęła się afera z uchodźcami, to po fejsie krążyły linki do wyglądających autentycznie artykułów, gdzie małą czcionką w dole stopki pisze, że portal xxx jest portalem przedstawiającym fejkowe, zmyślone, nieprawdziwe informacje. Nie wiem czemu to ma służyć, ale takie coś powstało. W przypadku nasilającej się agresji (wywołanej strachem – jest to zrozumiałe, najlepszą obroną jest atak) też powstaje wiele zmyślonych informacji, które krążą po internecie. Ja np. nie wierzę w tę całą anonimową wiadomość „polskiego muzułmanina” bo skąd on się taki wziął? Który Polak dobrowolnie przechodzi na Islam i uważa się za wierzącego? Skąd ma taką wiedzę o kulturze, wierze, obyczajach? To ściema napisana przez jakiegoś podżegacza. Oczywiście nie chodzi o to, że chcę ich bronić czy nawoływać do ogólnej pomocy. Uważam, że powinna być przeprowadzona pełna kontrola nad tym kto i z jakimi papierami dostaje się do poszczególnych krajów. Część z nich na pewno potrzebuje i zasługuje na pomoc, część pewnie chce wykorzystać sytuację dla wojny lub z pobudek ekonomicznych. Ale czy to oznacza, że mamy wychodzić na miasto i krzyczeć „jebać tą islamską dzicz”? Czy rzeczywiście musimy mieć w sobie tyle nienawiści, tyle wulgaryzmu i agresji? Ja rozumiem, że brak wsparcia socjologicznego, psychologicznego może wypaczyć nasze spojrzenie na sprawę. Ale z tą agresją i tymi słowami zachowujemy się jak chrześcijańska tudzież ateistyczna dzicz. Zachowujemy się dokładnie tak jak oni, w czym więc jesteśmy lepsi? Jestem w stanie wyobrazić sobie, że jeśli ta szerząca się agresja będzie nadal trwała, to gdy do nas trafi ktoś kto rzeczywiście potrzebował pomocy, bez względu na wyznanie, to nasza huliganka pierwsza podniesie rękę, pierwsza wyrządzi krzywdę. Tylko dlatego, że wszyscy mają wpojone do łba, że każdy muzułmanin jest zły. Czy wtedy Internety będą mieć wyrzuty sumienia, że stała się krzywda komuś niewinnemu, tylko dlatego że porzuciliśmy wrażliwość i uczucia tłumacząc to strachem o własną przyszłość?

To tak do przemyślenia. Mamy XXI wiek, mówimy że żyjemy w cywilizowanym świecie.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Codziennik

 

Tanita – taka tania dziwka.

19 wrz

I bynajmniej nie o burdelu będzie dzisiaj, a o piekielnym rozczarowaniu. Dziś na siłownię pojechaliśmy w południe, umówieni ze znajomym który również się na nią zapisał. Chcieliśmy mu pokazać jak ćwiczymy i dlaczego nie robimy tylko kardio. Ponieważ znajomi mają pewną domenę – spóźnialistwo (każdy z nas ma przynajmniej kilku takich) to w oczekiwaniu na jego przybycie postanowiłam się zważyć. Na Tanicie ważyłam się też w listopadzie gdy po raz pierwszy poszłam na tę siłownię. Czyli niecały rok temu. Rok wielkich wzlotów, płonnych nadziei i bolesnych upadków. Ale jak wiecie od lipca trenujemy ostro, kilka razy w tygodniu, bez marudzenia i płaczu. Wiadomo, były imprezy, były wakacje ale moja waga spadła, jestem silniejsza, robię ćwiczenia jakich wcześniej nie byłam w stanie. Już nawet opanowałam hantle i nie latają mi każdy w inną stronę gdy robię jakieś ćwiczenie. Jakież było moje rozczarowanie gdy wydruk z Tanity wyszedł gorszy od tego listopadowego!

Waga 70,3 kg (w tym 0,5 kg to ciuchy) – trochę za wysoka względem tego co pokazała moja domowa waga, ale kto wie – może po śniadaniu tak mnie przeciążyło. Ale dalsze zapiski były jeszcze smutniejsze, od wieku metabolicznego, po masę mięśniową. Wszystko gorsze od poprzedniego wyniku. Jak to jest możliwe? No więc trochę się wkurzyłam. Zła jestem na siebie bo niepotrzebnie na tą wagę wchodziłam tak między Bogiem, a prawdą. Nie był mi ten pomiar potrzebny do niczego. Jeszcze nie teraz. Chciałam dopiero w grudniu, właściwie na koniec roku. Te wagi są po prostu beznadziejne. One to jakoś procentowo liczą, albo jakiś stosunek do wieku. Bo w końcu siłą rzeczy jestem rok starsza niż byłam w listopadzie 2014 r.

Ale trening i tak był dobry. Robiliśmy klatę, więc dumna z siebie wyciskałam sztangę z talerzami 1,25 i robiłam to bez zająknięcia. Ale trenerka i tak zasugerowała, że powinnam robić 40 minut kardio po każdym treningu. Kurde, znów tyle czasu? Jeśli ćwiczymy półtorej godziny, a ja mam jeszcze zrobić 40 minut kardio potem? No nic, będę próbować. Musi się dać, muszę wyjść ze swojej strefy komfortu.

Trzymajcie kciuki! :*

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Codziennik, Marudzenie, O mnie, Sport