RSS
 

Archiwum - Marzec, 2015

Dzik jest dziki, dzik jest zły!

12 mar

Kurcze… tym razem wielkie streszczenie kilku ostatnich dni. Też w biegu, bo niestety póki co u mnie w pracy nerwowo. Dużo obowiązków i ciężko wszystko ogarnąć, a po pracy w tym tygodniu miałam póki co jedynie poniedziałek wolny i uwaga… pozostałe dni do końca tygodnia zaplanowane na maxa. Ale może od początku…

Ostatnio w dni kiedy normalnie chodziłam na siłownię wypada coś mi albo mojej koleżance, no i trochę tę siłownię zawaliłam. Sama nie lubię jakoś tam bywać. Ale oczywiście wysiłku fizycznego cały czas brakuje, więc przycisnęłam moich kochanych przyjaciół i już dwa razy byliśmy w parku na dłuuugim, kilku kilometrowym spacerze (nawet do tego zainstalowałam aplikację Endomondo). Dziś idziemy po raz trzeci. Ale we wtorek spotkała nas dziwna, niebezpieczna sytuacja. Madzia jak się wreszcie do Katowic przeprowadzi to będzie miała okazję bywać w WPKiW często, mam nadzieję że również w moim towarzystwie. W każdym razie jest tzw. Wielka Pętla czyli trasa która przebiega przez prawie cały park w około. Podobno ma 7,2 km ale sądzę że więcej. W dość szybkim tempie zajęła nam półtorej godziny, ale wtedy nie miałam jeszcze aplikacji więc nie znam pomiarów, a we wtorek skróciliśmy trasę z powodu tej dziwnej, niebezpiecznej sytuacji. No ale co się stało? Trasa prowadzi lekko pod górkę od Drona-Komara (śmiesznego pomnika nowoczesnych technologii) i wędruje się wzdłuż murów Zoo. Ostatecznie na górce skręca w lewo i zaczyna się nieoświetlona część trasy prowadząca już tyłem, cały czas wzdłuż Zoo. Praktycznie w Siemianowicach. Alejka jest podzielona na trasę dla pieszych, biegaczy i rowerowych ale koło godziny 19:30 nie było tam już praktycznie nikogo. Maszerowaliśmy z Michałem opowiadając różne historie i wtem coś w krzakach po prawej stronie zaszeleściło. Było duże, w ciemności nie było nic więcej widać. Podskoczyło trochę w naszą stronę i potem trochę w tył i… zaczęło chrumkać! Dziki! Miałam przerażenie w oczach. Niby wychowywałam się na wsi, gdzie spędzałam za dzieciaka prawie każde wakacje, ale na oczy nie widziałam tej bestii. Mój luby rodzinnie mieszka na Panewnikach – tam często z lasów wychodzą i buszują po śmietnikach przy domach jednorodzinnych. Kilka razy opowiadał jak wracał na skróty do domu po imprezach (w stanie wskazującym) a tu mu drogę zaszło stado.  W każdym razie obyło się bez ucieczki, wycofaliśmy się w tył pod drzewa przed murami Zoo, i ostrożnie szliśmy dalej w naszym kierunku. Ten dzik wycofał się w głąb krzaków i doszło do nas tylko liczniejsze chrumkanie, także było ich więcej albo mama z warchlakami. Zaczęłam się potem zastanawiać jak silna jest moja wola życia, czy byłabym w stanie wspiąć się na drzewo i jak długo na tym drzewie bym się utrzymała gdyby mnie ta bestia zaatakowała… Taka ze mnie miłośniczka zwierząt, przekonana we własnej wyobraźni, że mogłabym ujarzmić każde dzikie zwierzę, ale w realu czar pryska ;D .

Dziś idziemy znowu, mój drugi przyjaciel uparł się że tą samą trasą także będzie strach – strach podnosi ciśnienie i temperaturę ciała = będzie lepsze spalanie! :D

Wczoraj byłam w kinie, dlatego nie byłam na siłowni. Ale chciałam zobaczyć Ziarno Prawdy z Więckiewiczem. Generalnie polskie filmy są albo głupie, albo zbyt ambitne. Nie potrafią znaleźć złotego środka. Chyba dlatego tak pozytywne wrażenie zrobiło na mnie to Ziarno. Było trochę ciężkie tematycznie jeśli chodzi o Żydów i te wszystkie historie – choć przyznam, że o mordowaniu dzieci w beczkach na Macę pierwszy raz słyszałam. W każdym razie to był taki całkiem przyjemnie dla oka nakręcony kryminał. Kojarzył mi się z tymi skandynawskimi. Oglądając go zdałam sobie sprawę, że dawno już nie czytałam żadnej wciągającej książki. I przyłapałam się na tym, że patrząc na poszczególne sceny zastanawiałam się w jaki sposób i jakim językiem było to opisane w książce. Także chyba sięgnę po tę lekturę, zwłaszcza że mój Wujek mówił iż w książce rozwiązanie tego morderstwa było przedstawione w bardziej wyrazisty, jasny sposób. A sam Więckiewicz jak zwykle świetny. Prokurator Teodor Szacki zupełnie jak Ci wszyscy śledczy i detektywi, których sobie wyobrażałam czytając różne kryminały. Polecam.

A jutro w planach mam coś co może Was nieco zszokować. Za nastolatki nigdy nie przypuszczałam, że gdy nieco podrosnę pojawi się więcej rozrywkowych miejsc dla takich… mocno zakręconych we łbie osób jak ja. Lubicie horrory? Lubicie się bać? Macie swoje lęki i fobie? Ja tak! I uwielbiam dochodzić do granicy własnych wytrzymałości. Boję się wysokości, a w Hedie Park zaliczyłam wszystkie najstraszniejsze karuzele. Serce prawie zamierało mi w piersi, cudowne uczucie. Więc co na piątek?

Dom Strachu Asylum! Jeszcze nie wiem co tam będzie, wchodzi się grupą do domu i bierze udział w przerażającym horrorze life! Nie to co pałace strachu w Wesołym Miasteczku gdzie jedyną przerażającą rzeczą są zardzewiałe wagoniki, które mogą wypaść z torów. Oczywiście przy tej okazji odkryłam coś jeszcze: Pokój Gier którego mottem przewodnim jest „Masz godzinę… by uciec z prosektorium!” – to wszystko w Katowicach! :) Oczywiście na prosektorium mój luby zgodził się dopiero w kwietniu sugerując, że przyjemności trzeba sobie dawkować – ale o Asylum opowiem Wam po weekendzie.

A dlaczego po? Bo w sobotę wyjeżdżam! Tak, tak. Znowu! Tym razem Ostrava Party Time czyli jedziem się schlać i robić wiochę za granicą z moimi cudownymi przyjaciółmi.

Z tych innych spraw, znaczy wagowych – trochę porzuciłam Metodę Równowagi, w tym sensie że dołączam ociupinkę więcej tych niekoniecznie wskazanych na diecie produktów, ale waga spada w dół. Wolniej, ale jednak czuję że żyję zupełnie normalnie, bez żadnych wyrzeczeń.

To tyle w skrócie… muszę nieco zwolnić tempo, wiem – brakuje mi czasu na wszystko. Nie chcielibyście widzieć bałaganu w moim domu! :)

Buziaki :* wieczorem zajrzę do Was.

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Codziennik

 

Jestem tu cały czas

02 mar

Kurde mam takie urwanie głowy, że dopiero dziś po powiadomieniach o komentarzach zdałam sobie sprawę, że nic nie pisałam od walentynek. Jestem tu cały czas. Bez obaw. Po prostu dziwne ruchy w pracy, dziwne wydarzenia w życiu, trochę dodatkowej rozrywki na co dzień i ostatecznie ciągle odkładałam napisanie postu żeby napisać coś sensownie i bez pośpiechu. Ale skoro się martwicie to piszę już. A więc moje odchudzanie przynosi mega efekty: w piątek 27.02 moja waga pokazała 70 kg (dziś już więcej z racji lekkiej popijawy weekendowej i tych babskich dni), ale to oznacza, że od połowy stycznia (włączając w to parę imprez i grzechów) zrzuciłam 5,7 kg. Jestem mega zadowolona, choć w ostatnim tygodniu i w tym chyba też, będę mieć lekkie problemy z siłownią. Dawno mnie tak brzuch nie bolał przy okresie, to chyba przez to że aby oszczędzić sobie tych dni w walentynki przedłużyłam kurację do dwóch pełnych opakowań bez przerwy.

Ostatnio mój przyjaciel pokazał mi nową aplikację dostępną na Windows Phone i z ciekawości stosując nadal Metodę Równowagi zaczęłam sprawdzać ile kalorii spożywam dziennie w tych swoich posiłkach i wygląda na to, że Metoda Równowagi Metabolicznej sprowadza się do ograniczenia liczny kalorii poprzez to proste podzielenie produktów na dostępne do woli, zdrowe extra i małe co nieco. Generalnie większość moich całodziennych posiłków jest tak zbilansowana, że spożywam około 1600 kcal, tyle dokładnie wyliczyła mi też sama aplikacja po podaniu wagi, wzrostu, wieku i „1-3 x tygodniowo” sportu. :)

Tak poza wszystkim mam jedno zmartwienie dotyczące ilości wypijanej przeze mnie wody. Wypijam jej 5-6 litrów dziennie, co jest bardzo sporą ilością. Ale od kiedy zaczęłam pić mineralną oraz kranów bez gazu, nie potrafię nie mieć przy sobie pół litrowego kufla z wodą. Ale samo to, że piję dużo i dużo sikam, jeszcze mnie tak nie martwi. Martwi mnie to, że ja się nie pocę, koleżanka miała podobno taki problem i jakieś leki musiała zażywać. Ja jestem po treningu mocno rozgrzana, taka trochę wilgotna, ale nie mam tak że np. mam całą koszulkę na plecach morką albo coś… i właśnie nie wiem czy z moim organizmem jest wszystko OK, czy może czas na jakieś medykamenta?

I właśnie a propos medykamentów to zaczęłam łykać omega 3 i dodatkowo zestaw wszystkich witamin, takie coś jak Centrum ale tańsze i dla sportowców. Mój luby znalazł i sprawdzał wartości i zawiera to dzienną dawkę witamin. No więc łykam, bo miałam wrażenie ostatnio że ta wysuszona skóra i wypadające włosy to z jakichś braków.

To tyle… do Was będę zaglądać dziś wieczorem, bo teraz nadal jestem w pracy :*

Dzięki za troskę i obiecuję poprawę jak tylko się poukłada wszystko.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Codziennik