RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2015

Szczypta pozytywnych wieści!

27 sty

Wszystkie mamy ten sam problem: o czym tu pisać żeby nie pisać ciągle o jedzeniu i ćwiczeniach. Codzienność dla wielu z nas jest tak zagmatwana, że nie ma czasu by opisywać wszystko dokładnie.

Dlatego dziś będzie krótko, ale na temat – moja waga dziś pokazała 73 kg. Czyli dokładnie tyle ile chciałam osiągnąć na 7 lutego, dokładnie 2,9 kg mniej od kiedy zaczęłam. A zaczęłam 7 stycznia, ale po tygodniu wróciłam do wagi z tego dnia, bo była rodzinna impreza po której długo nie umiałam wrócić na właściwy tor. Żeby nie było: bardzo często przekraczam normę o 1 czy 2 porcje Zdrowe Extra/Małe co nieco – np. wtedy jak zjadłam pizzę i zapiłam ją 3 piwami. Ale są efekty. Od 14 stycznia do dziś, czyli 2 tyg – 3 kg. Miło się człowiekowi na duchu robi gdy widzi takie efekty.

Spodnie które całkiem niedawno sobie kupiłam, lecą mi troszkę z pupy.  W lustrze jeszcze tak mocno tych zmian nie widzę, ale czuję się lepiej. Zwłaszcza rano. Jest super… gdyby udało mi się do 7 lutego wyrównać wagę do 70 kg to pojadę do Bratislavy szczęśliwsza, chudsza o 6 kg i z podwójnie zrealizowanym pierwszym, małym celem który założyłam.

Sama Metoda Równowagi wychodzi mi już naprawdę nieźle, szybko i bez szukania godzinami przepisu by coś zjeść i żeby nie jest znów tego samego. Nawet specjalnie nie przyglądam się wieprzowinie czy jest kompletnie chuda, albo kabanosom. A jak ostatnio nabrałam ochoty na chipsy, pierwszy raz od dwóch tyg. To zjadłam całą paczkę z Lidla (160 gram) i nic się nie stało… :)

Jestem bardzo dobrej myśli, tylko mógłby ten czas szybciej płynąć. W tym tempie na majówkę będę śliczna, ładna i… zasypię Was fotkami ze Słowenii i Wenecji! ;)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Codziennik

 

Czasem tak mnie napada…

23 sty

Czasem mam tak, że wstaję rano i mam chęć puścić jakiś konkretny kawałek, na cały regulator i skakać po mieszkaniu z jakąś niecodzienną dawką energii. Tak było dziś. Nie zmrużyłam już oka po tym jak nieślubny wyszedł do pracy. Musiałam włączyć tę jedną piosenkę:

Tak mi w uszach dzwoniła, że już po chwili z refrenu miałam zrobiony dzwonek na telefon. Taki dziś mam dzień, take me to church! Znalazłam w sobie tyle energii, że pozmywałam stertę naczyń zalegającą w zlewie. W tym tygodniu na nic nie mieliśmy czasu. Poszczególne posiłki gotowaliśmy, a gary do zlewu… i urosła ich taka góra, że już nic się tam nie mieściło. Dziś piątek, a piątki są krótkie w pracy bo tylko 6h. Więc uznałam, że jak będę to musiała zmywać po powrocie to wpadnę w depresję. Zrobiłam to rano.

Zjadłam syte śniadanie, w kółko katując sąsiadów tą jedną piosenką. W pracy zrobiłam to samo. (prócz sytego śniadania of korz)

Cały weekend praktycznie poplanowany, zero czasu na lenistwo bo roboty w mieszkaniu dużo i nadrobić trzeba rodzinne zaległości. Moja babcia i dziadek mieszkają na tym samym osiedlu, więc odbyliśmy wizytę w dniu ich święta, ale dziadki Nieślubnego mieszkają na drugim końcu miasta. Prócz tego na weekend mam 2 dodatkowe mieszkania z dwoma kotami do opieki, bo obaj moi kochani przyjaciele wybyli na zagraniczne wyjazdy.

Myślę, że braknie mi czasu na grzechy.

Bilety na 50 twarzy Greya ostatecznie zorganizowałam sama, ale to głównie dlatego że jak zadzwoniłam do jednego kina, w którym nie spodziewałam się że już będzie można rezerwować itd. bo to nie jest taka sieciówka jak Cinema City, to okazało się że jednak można! :) W dodatku miejsca które mamy sprawdzone i przetestowane na największej sali kinowej są wolne. No więc idziemy w dniu premiery. Mam nadzieję, że nie będę rozczarowana i historia zostanie przedstawiona tak jak widziała ją moja wyobraźnia czytając książkę.

Tak więc, take me to church! Znaczy… na siłownię… :P Miłego piątku wszystkim!

P.S. tak tak, waga po pizzy wtorkowej spadła w dół i dalej spada. Mam dobre myśli, względem pierwszego etapu tj. 7 lutego ;)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Codziennik

 

Alkohol Twój wróg…

21 sty

Zanim zaczniecie czytać to co przydarzyło mi się wczoraj polecam artykuł/notkę Ani w Równowadze. Jest to kilka słów o tym dlaczego alkohol poza pustymi kaloriami jest dla naszej diety i postanowień taki zły. Jak to czytałam to byłam trochę zszokowana, że naukowcy podają magiczną wartość 9,3 jednostek jako równowartość 3,7 litra piwa – czyli jakieś 7 browarów? Po siedmiu to ja już ledwo mówię. A to pisali Brytyjczycy – tam zdaje się królują wszelkie ciemne piwa, a portery są mocniejsze od jasnego pełnego. Tak czy inaczej 7 piw to bardzo dużo, tyle mi się zdarza wypić jedynie na jakichś wakacyjnych/wyjazdowych „libacjach towarzyskich”. Ta magiczna wartość to punkt, w którym zaprzestajemy racjonalnego decydowania o tym co jemy, pijemy, robimy…

Do rzeczy. Wczoraj po tych tortillach (dwóch zjedzonych w pracy) byłam dość napchana. I wcale nie chciało mi się więcej jeść. Przygotowałam sobie tylko obiad na dzień dzisiejszy i wieczorem umówiłam się z przyjaciółmi. Wstępnie trzeba było obgadać sprawy zbliżającego się wyjazdu do Bratislavy, później majówki i ostatecznie wakacji które w tym roku zaplanowaliśmy w Gruzji :) (w zeszłym roku byliśmy w Albanii – wszystko samodzielnie organizowane, nie z biura). Umówiliśmy się w takiej bardzo przyjemnej knajpeczce-restauracji na moim osiedlu. Zaczęłam od piwa, w końcu zaoszczędziłam jedno Małe co Nieco więc mogłam sobie pozwolić zgodnie z MRM. No, ale… nie muszę Wam chyba pisać, że to pierwsze skończyło się szybko? Za szybko. Postanowiłam pozwolić sobie na jeden grzech więcej i zamówiłam drugie. Gdy kończyło się drugie, a Pan zza baru niósł już trzecie… mój wspaniały przyjaciel, który boryka się z dukanem – zaczął komentować jak wspaniale pachnie w lokalu. A pachniało naprawdę cudownie. I ten zapach przekłada się na jakość jedzenia, które do tego wszystkiego jeszcze jest całkiem tanie. Robią tam rewelacyjną pizzę, na cieście najbardziej zbliżonym do tego które jadłam we Włoszech. Chrupiące, cienkie. Składników nie za dużo, ale za to świetnej jakości. Tłumaczyłam im, że ta duża pizza jest naprawdę duża i jedna na naszą trójkę spokojnie nam wystarczy. Nie chcieli wierzyć. Więc zamówiliśmy dwie. No i tym sposobem z wartości Małe co Nieco -1 spadłam do Małe co nieco 6.

Także brytyjscy naukowcy, brytyjskimi naukowcami ale w moim przypadku wystarczy 1/3 tej wartości by stwierdzić „ja mam dzisiaj dyspensę” …

Oczywiście rano moja waga postanowiła mi skutecznie o tym przypomnieć +0,8 kg. Porażka… :(

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Codziennik