RSS
 

Archiwum - Listopad, 2014

Płuca płonęły żywym ogniem!

16 lis

Trzy dni przerwy między kolejnymi wizytami na siłowni to zdecydowanie za dużo. Po 15 minutowej rozgrzewce na orbitreku myślałam, że mi płuca wypali. Palę papierosy, przyznaję bez bicia. Ale u mnie z tym paleniem to jest taka dziwna historia, że… np. dziś nie wypaliłam jeszcze ani jednego. Generalnie nie palę raczej wcale w ciągu dnia, najwcześniej zapalam w okolicy godziny 14-15, a czasem aż do nocy nie palę. Raczej nie wypalam więcej jak 4-5 papierosów w ciągu dnia. I nie dlatego, że się kontroluję tylko dlatego, że nie mam ochoty. Sytuacja zmienia się diametralnie gdy jest jakieś wyjście, alkohol. Wtedy zaczynam palić trochę więcej, a gdy w miejscu w którym piję można palić, wówczas palę praktycznie jeden za drugim.  Teoretycznie powinno mi być łatwo rzucić, skoro nie palę jak nałogowy palacz, nie zapalam fajki zanim otworzę oczy gdy zadzwoni budzik. Ale nie umiem sobie odmówić tej przyjemności „puszczenia dymka”. Aż do dziś. Wychodząc z siłowni kaszlałam jak gruźlik. Do tej pory czuję jak mi coś ciąży na klatce piersiowej. Czas się rozprawić z tym wstrętnym nałogiem, który niszczy nie tylko zdrowie, ale skórę, paznokcie czy włosy. Zobaczymy czy dam radę zrezygnować z tak wielu rzeczy…

Zaczęłam analizować wartości jakie pojawiają się na sprzętach, które w siłowni użytkuję. I tym sposobem:
1. orbitrek – rozgrzewka 15 minut ~100 kcal
2. bieżnia – marsz pod górkę 30 minut, kąt 15, prędkość 5km/h ~320 kcal
3. rowerek – 30 minut, tempo 20-23 km/h ~ 280 kcal

Co oznacza, że łącznie spaliłam 700 kcal, a zjadłam śniadanie o wartości poniżej 300. Podobno tak jest, że wartości spalonych kalorii na sprzętach w siłowni są zawyżane, żeby się człowiek mentalnie poczuł lepiej, miał motywację. Tylko pytanie o ile jest zawyżone? I to wcale nie jest taka „zbędna” informacja, bo człowiek musi sobie umieć dostosować odpowiednią dietę do treningu. Przecież nie mogę jeść 1000 kcal dziennie jeśli 700 kcal spalam na siłowni, bo się wykończę. Macie z tym jakieś doświadczenia? Dziś nie było mojej trenerki, ale w następną środę zamierzam ją spytać o to.

Czy wy też tak macie, że ziewacie cały czas? Ja nie wiem co się dzieję, od kilku dni ziewam przez większą część dnia, nawet rano gdy wstaję wyspana.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Codziennik

 

Krótko, weekendowo

15 lis

Cieszę się bardzo, że coraz więcej osób pojawia się na moim blogu i wpisuje kilka słów od siebie jeśli chodzi o doświadczenia z odchudzaniem, własne nawyki i sposoby na uwalnianie się od zgubnych nałogów. Proszę, wpisujcie w komentarzu adresy do siebie, do swoich blogów, bo ja również bardzo chętnie będę zaglądać do Was i kibicować Wam w Waszych postanowieniach.

Zaczął się weekend, dziś zaczęłam pierwszy dzień z przepisami ze Smaki Zdrowia – link znajdziecie w menu po prawej i we wcześniejszych notkach.

Na śniadanie, które jadłam późno więc połączyłam pierwsze z drugim, zrobiłam pora w jajku (jedno jajko wydawało mi się, za mało więc zrobiłam z dwóch – było to mega sycące, do tego dwie kromki ciemnego pieczywa z chudą szynką).

Na obiad zrobiłam pulpety w sosie pieczarkowym, co prawda temu sosowi daleko było do takich prawdziwych sosów z obiadów u mamy czy babci, ale samo danie tak sycące że choć minęły od obiadu 2 godziny dalej czuję się napchana. A zjadłam jednego ziemniaka, 5 pulpetów i mizerię. I to był taki obiad na około 350 kcal. Nawet mojemu lubemu smakowało, tylko zlew zawalony bo musiałam wszystko co mam w domu wykorzystać. I kto to pozmywa?!

A wieczorem kino z przyjaciółmi, pewnie popcorn, pewnie piwo… Chciałabym mieć silną wolę tak bardzo by móc po prostu przestać grzeszyć.

A piszę tak krótko, trochę w pośpiechu ale przypomniało mi się że miałam Wam pokazać coś jeszcze!
Poprzednio pisałam, że lustro lustrowi nie równe i nawet wrzuciłam fotki porównawcze.

LUSTRA

A teraz coś o czym zapomniałam, a co zobaczyć musicie. Aparat fotograficzny nie lubi mnie tak samo bardzo jak lustra w sklepach. Oto zdjęcie zrobione gdy „tańczyłam” w tej samej sukience, w tym samym okresie czasu kiedy zrobione były powyższe zdjęcia czyli przełom września i października.

1016811_720937271294109_894631447239880345_n

I co wy na to? Przecież ja się popłakałam jak to zdjęcie zobaczyłam. Jeśli ja na prawdę jestem taką kluską to jak to jest możliwe, że jak sama sobie zrobię zdjęcie to nie ma tragedii? Los sobie ze mnie po prostu kpi. Sukienka S-ka, inne zdjęcia całkiem całkiem, a tu co? W trakcie imprezy na której w niej byłam wyglądam jak jakieś monstrum!

Z tym nie-pozytywnym akcentem wciągam na tyłek legginsy i luźną bluzkę i idę do kina.

Miłego weekendu i dużo wytrwałości.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Marudzenie

 

Ha, ha, haczyk na bluzie!

13 lis

” (…) A na płycie w reflektorach 
Big rozczarowanie 
Bo bez listka był zegarek 
Bez pasków ubranie. ”

Jaki wg was jest idealny strój na siłownię? Bo dla mnie wygodny. Legginsy, top, odpowiednie buty. Wczoraj po raz pierwszy, spotkałam na mojej nowej siłowni blond-tapeciary, które w to miejsce ewidentnie przyszły dla lansu i podrywu, a nie na trening. To znaczy, jedna z nich była taka dość podobna sylwetką do mnie więc może i rzeczywiście chciała coś poćwiczyć, ale druga chudziutka panienka odziana w czarny dres z adidasa z oczojebnymi-różowymi napisami i paskami wolała paradować między sprzętem szczerząc się i nabijając z biegu swej koleżanki na bieżni. Dodam tylko, że przyszły później niż ja i gdy ja zawitałam resztkami sił w szatni, to one już szykowały się do wyjścia. Generalnie czasem chciałabym żeby można to było jakoś regulować, pilnować: nie ćwiczysz to won! Ale dałam radę. Trening który tydzień temu przygotowała mi trenerka teraz wykonałam bez jęczenia, że mi ciężko i źle. Nawet stopniowo zaczęłam zwiększać obciążenie na poszczególnych urządzeniach. Wysiłek musi być. Po poprzednich treningach rano miałam problem wstać z łóżka i nogi odmawiały posłuszeństwa. Dziś już nie pamiętam czym są zakwasy. Piszę tak jakbym ćwiczyła już długi okres czasu? Niech Was moje wodolejstwo nie zmyli: to była dopiero trzecia wizyta na siłowni.

Waga (ta działająca niepoprawnie, domowa) wskazała dziś 1 kg mniej niż wczoraj. Więc już nie mam wątpliwości, że coś z nią jest nie tak. I to mimo, że zawsze układam ją dokładnie na tych samych kafelkach w łazience i zawsze staję tą samą nogą. Mogę mieć jedynie nadzieję, że to oznacza iż rzeczywiście coś schudłam i obym chudła dalej. Zdecydowałam się zacząć przygotowywać posiłki mniej więcej tak jak na blogu Smak Zdrowia, o którym pisałam wczoraj. Na razie takie improwizowane czyli piersi z kurczaka w przyprawach, ziemniaki + sałatka (w dodatku usmażyłam tego tyle, że jutro będzie trzeci dzień jak jem praktycznie to samo), a w weekend coś co uwielbiam chyba najbardziej: zmielę pierś z kurczaka i będą pulpety w sosie pieczarkowym i mizeria. Muszę znaleźć czas by przestudiować dokładnie wszystkie przepisy i możliwości kompozycji. Odrzucając posiłek w postaci owoców (których nie lubię i nic się w tej kwestii nie zmieniło) i posiłek w postaci zup (które będę stosować zamiennie z obiadami), mam nadzieję schudnąć przy asyście ćwiczeń.

Czytałam niedawno jednego bloga, tak pospiesznie zerkając na blogi #dieta i trafiłam na młodą dziewczynę, która je zdecydowanie za mało. Bułeczka z szynką i obiad, którego ja bym obiadem nie nazwała. To nie jest rozwiązanie. Tu akurat uważam, że dietetycy wiedzą lepiej od nas, że żeby chudnąć trzeba jeść. Czytałam kiedyś e-książkę Gurbackiej na temat tego w jaki sposób „głodówką” usypiamy swój organizm i znacząco spowalniamy przemianę materii. Takim stylem odżywiania się sprawimy jedynie, że każda drobna „ucieczka” od diety będzie skutkowała jojo i to ogromnym. Myślę, że na tym polega metoda Klubu Równowagi, tzn. jesz zdrowo i zgodnie z zasadami i nawet jeśli raz na jakiś czas zgrzeszysz to nic się nie stanie, bo Twoja przemiana materii pracuje tak jak powinna, a Ty zaraz po grzechu wracasz do swoich zdrowych nawyków.

Nie wiem jak wyglądają Wasze doświadczenia z dietą, jedzeniem, nie-jedzeniem i efektem jojo, ale chętnie poczytam o tym w komentarzach. Jakich metod używałyście? Zwracam się do płci żeńskiej bo mam wrażenie, że Panowie nawet jeśli cierpią ze swoją wagą, to nie są tak wylewni by pisać bloga i czytać o problemach innych – jeśli się mylę to Rodzynku daj o sobie znać.

Chciałabym mieć pogląd na swoją wagę, ale chyba jedyne rozwiązanie to ważenie się na TANITA na siłowni, tylko nie chcę tam do trenerów biegać raz na tydzień po to by sprawdzić, że efekt jest marny. Dlatego postanowiłam pozostać w niepewności do 5-7 grudnia, w zależności od tego kiedy tam pójdę. Będzie to miesiąc od rozpoczęcia treningu. Ciekawe czy coś się zmieni…

Tymczasem mam paczkę zdjęć o których chciałabym powiedzieć kilka słów:

1. Lustro w sklepie i lustro w domu

 LUSTRA

Zdjęcie po lewej w przymierzalni C&A. Sukienka rozmiar S. Ale spodobała mi się od razu. A mam z tym problem przez to, że nie mogę patrzeć na siebie w lustrze sklepu. Wzięłam na próbę. Po prawej ta sama sukienka i ta sama osoba. Różnica zauważalna gołym okiem?

2. Sukienka

WP_20140920_004

Taką ubrałam na imprezę w krakowskim Baroqe. Spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że wyglądałm całkiem przyzwoicie, nie wyzywająco i tak no dość ładnie. Ruszyłam w miasto. Na imprezie w Baroqe jak zobaczyłam siebie w lustrze to cała chęć do imprezy zniknęła, wyglądałam jak mały gruby stworek. Obrzydliwie.

3. Ciąża spożywcza

ciaza

Wczoraj było zdjęcie w leginsach i dość luźnej bluzce, dziś obcisły top i jeansy. Brzuch przesłania mi cały świat, jakbym była facetem pytaliby się mnie czy widzę swojego wacka czy już nie.

P.S.
Czy znalazłyście jakiś sposób (prócz silnej woli, której mi brak) by porzucić alkohol? Albo gdy siedzisz przy stole z rodziną, na urodzinach któregoś z jej członków, to jesteś w stanie nie sięgnąć po chlebek i wędlinę? W dużej ilości? Po frankfuterki? Serek pleśniowy? Sałatkę z majonezem? Bo ja nie… to wszystko jest takie pyszne!

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Codziennik